niedziela, 10 kwietnia 2011

part three < 3

znowu zarwałam nockę.. ale chyba warto było.
Teraz tylko dużo plastyki zostaje :D
Mnie samą rozwaliło pisanie tego.. tiaa...
Ciut długi, ale to chyba pozytywnie, co nie ?
Wstawiam dziś bo obiecałam, noo :] Jutro nie będzie, no bo szkoła ;[
***
Powoli zaczynałem odnajdywać się w rzeczywistości nowej szkoły.Przez trzy kolejne dni mój dzień wyglądał podobnie. Rano spóźnienie na autobus. Rozmowa z Ray'em. W szkole wciąż byłem wyśmiewany. Wciąż mnie to nie ruszało. Następnie zrywka z Gerardem z matematyki. Zawsze coś wymyślał. Ostatnio symulował, że dostał kilkusekundowy atak serca no i musieliśmy wyjść. Był niesamowitym aktorem. A potem... pokazywał mi miasto. Odnalazłem w nim bratnią duszę. I... chyba się zakochałem. Szokował mnie ten fakt, jednak każdy kolejny, spędzony z nim dzień uświadamiał mi, że to prawda. I te sny, o nim i o mnie... Nie wiem.
- Dziś piątek. - powiedział Gerard przed matematyką.
- Racja - odparłem - i co z tego ?
- Nie mam pojęcia- uśmiechnął się i spojrzał mi w oczy. Przyjrzałem się dokładnie jego twarzy. Zauważyłem drobne blizny przy linii włosów i perfekcyjny makijaż oczu. Przez chwilę myślałem, że mnie pocałuje.. nie zrobił tego. - To jaki mamy pomysł na dzisiejszą matmę ?
- Może dziś nic nie wymyślajmy, co? Chciałbym wiedzieć, jakie mam inne lekcje... i tego.. no wiesz. - spuściłem wzrok i zacząłem nerwowo gnieść palce. To mnie uspokajało.
- Dooobra - odparł po chwili namysłu - ale dasz mi popykać w pakmana i będziesz mnie kryć. O! I wyjedziesz jej z jakimś głupim tekstem typu " pani nie ma wacka ! "
Roześmiałem się. Po chwili śmialiśmy się obaj. Uwielbiałem spędzać z nim czas. Zawsze był pełen życia, pełen pozytywnej energii. Nie wiem, jak długo chichraliśmy się z niczego.
W pewnym momencie jednak zorientowałem się, że jesteśmy zupełnie sami na korytarzu. Zauważyłem również, że Gerard opiera się o moje ramię i ciężko oddycha.
- Uwielbiam cię - szepnął mi do ucha. Zaczerwieniłem się. Zmieszany, nie wiedziałem co powiedzieć. Poczułem, że zaczął bawić się kosmykami moich włosów. - Za spóźnienie jest tyle samo minusów co za nieobecność. To co wybieramy ?
- Hmm.. - zastanowiłem się - myślę, że powinniśmy...- urwałem, gdy spostrzegłem Gerarda zbiegającego za schodów. - Hej! Poczekaj ! - krzyknąłem i pobiegłem za nim. Zaczął uciekać. Ekstra, czyli bawimy się w ganianego. Popędziliśmy do parku. Byłem szybszy od niego, więc po chwili go dogoniłem. Rzuciłem się nań łapiąc go za brzuch tak, że przewróciliśmy się na trawę. Po chwili turlania zawisłem nad nim. Przycisnąłem mu ręce do ziemi i uśmiechnąłem się triumfalnie.
- O kurde, złapałeś mnie, łajzo - powiedział - Co mi teraz zrobisz? Zaciągniesz mnie na matmę ?
- Nie. - odparłem i zacząłem znowu rechotać. Zgiąłem ręce w łokciach i spadłem na niego. Leżałem teraz na jego ramieniu - Śliczny dzień.
- Tak - rzekł Gerard, przysunął się bliżej do mnie i.. cmoknął mnie w czoło. Moje tętno przyspieszyło. Chciałem więcej... Dużo więcej! Nie mogłem jednak nic zrobić. Jak zawsze w takich chwilach rozsądek przejął władzę nad pragnieniem ciała. Dlaczego ? - Naprawdę. Coraz bardziej się uwielbiam.
- Cieszy mnie to - uśmiechnąłem się. Mój przyjaciel zamknął oczy. Zrobiłem to samo. - zajebista matma...
*
Odkrywał miejsca, których nikt wcześniej nie odkrył. Całował mnie tam, gdzie nie prosiłbym o pocałunek. Ja tylko jęczałem z rozkoszy. Spojrzałem po sobie. Byłem nagi. Nie, nie nagi, lecz odziany w najcudowniejszą z szat. Miłość.
*
Ze snu obudził mnie przeraźliwy dźwięk dzwonka. Otworzyłem oczy i usiadłem na trawie. Mój towarzysz wciąż spał.
- Gerard, budź się - powiedziałem i lekko go szturchnąłem.
- Jeszcze chwilę mamoo... - zamruczał i strzepnął moją rękę z ramienia.
- Nie jestem twoją mamą.
- Aaa.. jeszcze chwilę, kochanie - rzekł i zaczął chichotać.
- Wiem, że nie śpisz - powiedziałem przez zaciśnięte usta. Czy on nazwał mnie kochaniem? Tak czy siak, wiedziałem jak miałem pomysł jak go wybudzić do końca. Usiadłem okrakiem na jego brzuchu. Uśmiechnął się szeroko, ale wciąż nie otwierał oczu. - Wstawaj, wstawaj, wstawaj !! - zacząłem i łaskotać go po klatce piersiowej i pod pachami.
- Nieee ! Dobra, nie śpię! Przestań ! - odskoczył, zrzucając mnie z siebie. Wciąż się śmiał. - Co teraz masz? - zapytał.
- Czekaj - sprawdziłem plan - wu ef.
- O! To tak, jak ja! - ożywił się jeszcze bardziej - choć, pokażę ci salę! - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Przebiegliśmy cały park trafiliśmy do dużej sali gimnastycznej. Była ogromna. Dookoła boiska było mnóstwo miejsc dla widzów. Obok sali znajdowało się kilka pomieszczeń. Nagle drzwi do jednego z nich się otworzy i wyszła z nich spora grupka chłopaków.
- Oż. Spóźniliśmy się. - powiedział Gerard i pociągnął mnie do szatni w której nie pozostał już nikt. Rzucił plecak przy pierwszym wolnym wieszaku i powoli zaczął się rozbierać. Patrzałem jak wryty na jego nagi tors. Chciałem podejść, ale nogi mi zmiękły.
- S.. Słuchaj, Gee, ja mu.. muszę do kibla - rzuciłem i pobiegłem do ubikacji obok szatni. Dlaczego to aż tak na mnie działało. Oparłem czoło o ścianę i powoli próbowałem opanować moje serce. Po chwili zapukał do mnie Gerard.
- Wszystko okej ?
-Taa
- To ja będę czekać na sali, dobra ?- i nie czekając na odpowiedź odszedł.
Wróciłem do szatni i szybko przebrałem się w szorty hawajki i luźną czarną bluzkę. Wyszedłem z przebieralni i poszedłem na salę. Po chwili znalazłem Gerarda. Stał obok Ray'a i jakiegoś blondyna. Szybko do nich podbiegłem. Zauważyłem że dziwnie się na mnie spojrzeli.
- Nie mówiłeś, że masz dziary - powiedział Ray, a Gerard pokiwał głową.
- Nie pytaliście.. - odparłem i spuściłem wzrok. No co, miałem parę kolorowych tatuaży na ramionach i na brzuchu. Usłyszałem ich śmiech.
- Spoko, mały, fajne są. - powiedział blondyn - tak w ogóle to Bob jestem.
- Tak Frankie, są extra - zaśmiał się Gerard - to jak, robimy próbę dzisiaj ?- rzekł to bardziej do reszty chłopaków.
- Nie mamy gitarzysty idioto. - powiedział Ray a uśmiech zszedł mu z twarzy. - Frank, może ty znasz kogoś kto gra ?
- Tak - odparłem - Jest niskim brunetem, stoi obok was i nazywa się Frank.
- Tego też nie mówiłeś - Gerard zmierzył mnie wzrokiem, ale po chwili się uśmiechnął - to co? Dzisiaj o.. 16 ?
Naszą rozmowę przerwało przyjście wuefistki. Była niską, pulchną blondynką, bardziej wyjętą z sex-shopu niż z jakiejś uczelni.
- Dobrze.. Dziś będziemy doskonalić to co wczoraj zaczęliśmy. Dobierzcie się w te same pary.
Na sali zapanowało zamieszanie, lecz po chwili tylko ja Gerard staliśmy na środku sali.
- No, panowie, a wasze partnerki do poloneza ?
- Do czego ?! - krzyknęliśmy równocześnie.
- Tak to jest, jeśli nie chodzi się na lekcje. - powiedziała i obejrzała się po reszcie grupy. - Nie ma wolnych dziewcząt, więc zatańczycie razem.
- Że co ?! - znowu się zgraliśmy na co cała klasa zareagowała śmiechem. Nawet Bob i Ray lekko chichotali.
- No już, już, nie ma czasu.. - rzekła nauczycielka i pomachała swoimi długimi tipsami.
Poszliśmy na koniec szeregu wciąż wzbudzając śmiech.
- To który robi za babę ? - zapytał Gerard
- No nie wiem, nie wiem nawet jak to się tańczy.. - odpowiedziałem
- Złapcie się za ręce, o tak - pokazał nam Bob, który stał przed nami. - Frank, jesteś niższy, więc rób za babę.
- Nieee.. - szepnąłem cicho i wtedy rozbrzmiała muzyka.
*
- Nienawidzę poloneza ! - krzyknąłem gdy wyszliśmy z szatni.
- Też nienawidzę poloneza.- zawtórował mi Gee - ahh.. na szczęście mam koniec lekcji...
- Nie masz.
- Ale sobie zrobię. Może chcesz mi towarzyszyć - powiedział i uśmiechnął się uroczo.
- Nie, powiedziałem, że będę na wszystkich lekcjach, została tylko jedna. Chemia.
- To na razie - to powiedziawszy odwrócił się i zaczął odchodzić.
- Na razie..- powiedziałem i spojrzałem na czubki moich trampków.
- A! Zapomniałbym! - Gerard zawrócił, szybko podbiegł do mnie i mocno uściskał. Lekko zaskoczony odwzajemniłem uścisk i westchnąłem. Może mu na mnie zależy? Po chwili rozluźnił uścisk i pogwizdując poszedł w stronę parkinku. A ja cały czerwony ruszyłem w poszukiwaniu sali chemicznej.
*
Nie lubiłem chemii. Nie lubiłem jej tak, jak Gerard matmy, z tą różnicą, że byłem z niej całkiem niezły. Na lekcji mieliśmy kwasy. Proste i łatwe.
-Cześć - usłyszałem kobiecy głos za moimi plecami. Odwróciłem się i ujrzałem drobną szatynkę w różowym topie z wielkim dekoltem. - Mogę się dosiąść ?
- Yyy.. - wydukałem. Takie laski nie zadają się z odludkami.
- Fajnie. - rzekła i zajęła miejsce obok mnie. - Ty jesteś Frank, prawda ?
- Z kąt wiesz? - zapytałem niepewnie.
- Mamy razem historię.
- Aha. - urwałem rozmowę. Nie chciałem z nią gadać. Patrzała na mnie jak na kawałek mięsa. Czy ja się jej podobam? Ups..
Do końca chemii nie odzywała się do mnie, a właściwie, to ja się nie odzywałem. Lola, bo tak miała na imię, nieustannie trajkotała o jakiś błyszczykach i pluszowych misiach. Kiedy zadzwonił dzwonek wybiegłem pierwszy z klasy. Szedłem w stronę autobusu. Usiadłem w ostatnim rzędzie koło Ray'a ( on też kończył teraz lekcje) i pojechałem do domu.
- Będę po ciebie o piętnastej trzydzieści, okej ? - odezwał się nagle.
- A tak, okej. - odparłem. No tak, zapomniałem, że dołączam do ich kapeli. - Weź ze sobę gitarkę.
- Dobra. - rzekłem i już do końca drogi nie rozmawialiśmy.
Wysiadłem przed domem i nagle to poczułem. Przecież miałem przed sobą cały dzień z Gerardem! Może nawet dłużej! Nie zwlekając pobiegłem do pokoju, walnąłem się na łóżko i rozkoszowałem się tą myślą. Gerard i ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz