piątek, 29 kwietnia 2011

Friends or Lovers? cz.1

Zajebiście długo to pisałam...
No cóż, nie miałam weny...
P.S.: Opko jest w świecie idealnym (czyt. bez Jamii i Lyn-Z).
~~~~~~
(Frankie)

Od pewnego czasu byłem w "dołku".Sam nie wiedziałem czemu. Nic mi się nie układało i czułem się jakby życie na siłę chciało zrobić ze mnie jakieś "imoł".Nie poradziłbym sobie z tym sam. Nie dałbym rady, więc zrobiłem to, co zwykle w takich sytuacjach.Zadzwoniłem do Gee. On zawsze potrafił mi pomóc, pocieszyć i nie zadawał niepotrzebnych pytań. Wiedział, że nie lubiłem się nikomu "spowiadać", a jeśli będę miał potrzebę to mu powiem. Nigdy nie naciskał i nie próbował na siłę wyciągać ze mnie informacji.Uwielbiałem w nim to. By najlepszym przyjacielem jakiego można sobie wymarzyć.
-Emm... Gerry, mógłbyś przyjechać?- powiedziałem smutno do słuchawki.
-Oczywiście. Nie mam żadnych planów... Czy coś się stało?
Słyszałem w jego głosie troskę.
-Gee... Nie chcę mi się gadać...
-Okay, rozumiem. Zaraz będę. Pa
-Pa.
Właśnie o tym wspominałem wcześniej.Nie brnął w temat, jeśli nie było takiej konieczności. On po prostu to wyczuwał.
---
Po parunastu minutach usłyszałem dzwonek do drzwi.Wiedziałem, że to on.
-Wejdź, otwarte.
Po chwili wszedł do pokoju. Usiadł obok mnie na kanapie.
-Frankie, co jest?
-Gee... Ja po prostu mam takiego dołka i... i... no wiesz...-powiedziałem, a po moim policzku spłynęła łza, a później kolejna i kolejna.. Pytanie tylko: czemu? Ja już nie wytrzymałem... Objął mnie i pogłaskał po głowie.
-Cii... No przecież wszystko będzie dobrze.
Jego słowa i bliskość dodawały mi otuchy. Powoli zacząłem się uspokajać. Który to już raz on Ci pomagał? Nie umiałem sobie odpowiedzieć na to pytanie... Później długo rozmawialiśmy i oglądaliśmy horrory do późna. Miałem ich naprawdę dużą kolekcję.
---
- Niezłe... Dobre było to z tym psem.
-Emm... Ciekawa recenzja Paranormal Activity 2, Gerard.
Oboje się zaśmialiśmy. I pomyśleć tylko jak się czułem rano...
-Wiesz... Chyba muszę się już zbierać... Jest przed 2...
-Oszalałeś?!Nie będziesz nigdzie jeździł po nocy!Jeszcze coś by Ci się stało... Nawet nie chcę o tym myśleć! Prześpisz się w pokoju gościnnym, a jutro pojedziesz do siebie.Przecież już dużo razy u mnie nocowałeś... Pasuje Ci to?
-Pasuje, pasuje. Nie denerwuj się tak...
Puścił mi oczko i poszedł do pokoju.Zaśmiałem się i wyszedłem na taras, żeby trochę odetchnąć świeżym powietrzem.No była wyjątkowo ciepła.Spojrzałem w niebo i długo się w nie wpatrywałem.Uwielbiałem widok niezliczonej liczby gwiazd, migających na ciemnogranatowym tle.Nawet nie zauważyłem jak Gerard wślizgnął się na taras. Uświadomiłem sobie jego obecność dopiero gdy stanął obok mnie.
- Ty też?- zapytał.
- Hmm?
- Ty też tak się lubisz wgapiać w niebo?
- Można ta powiedzieć... Można sobie przy okazji wiele przemyśleć...
- Taa...
Między nami znów zapanowała cisza.Spojrzałem na niego.
Kosmyki jego czerwonych włosów opadały mu na czoło, usta miał lekko uchylone, a księżyc oświetlał jego drobną sylwetkę.
Wydał mi się taki... pociągający.Jezu! Frank, wyrzuć te myśli ze swojej głowy! Jesteście TYLKO przyjaciółmi. I nic więcej, na prawdę nic więcej!

niedziela, 24 kwietnia 2011

part six < 3

Nie rozpiszę się.
Enjoy ;33
***
Biegł w moją stronę. Mój malutki braciszek biegł w moją stronę. Śmiał się wesoło. Jego wątłe ramionka rozchyliły się i rzucił mi się w objęcia. Czułem, jaki jest delikatny. Dziecko osunęło się, wpatrując się w moje oczy. Był strasznie podobny do ojczyma. Swoją drobną rączką zaczął gładzić mój policzek. "Frankie, Frankie, Frankie.." głos matki wydobył się z jego ust. Ocknąłem się. Obok mnie klęczała moja mama i trzymała mnie za rękę. Ojciach stał za nią troskliwie się patrząc.
- Nic mi nie jest. - powiedziałem i próbowałem się podnieść. Od razu upadłem- Okay, możecie mi pomóc. - nie musiałem długo czekać. Pomogli mi wstać, a potem zaprowadzili do sypialni. Położyłem się na łóżku.
- Chcesz czegoś? - zapytał Greg wychodząc.
- Spokoju - szepnąłem tak cicho, że na pewno tego nie usłyszał.
Szok. To słowo najlepiej opisywało mój stan. Dlaczego nie powiedzieli tego wcześniej? Delikatniej? Cząstka mnie krzyczała ciesząc się z nowego życia, którym ma być mój brat. Cała reszta wyła z rozpaczy. Jakby wewnętrzny mur, który mnie hamował się rozpadł. Cholera. A co, jeżeli ojciec się dowie? Dla mojego genetycznego taty to nie byłby duży problem znaleźć mnie i matkę. Wtedy by już się nie powstrzymał. W najlepszym wypadku zabiłby tylko ją. Cóż, miejmy nadzieję, że ten szaleniec nie będzie nic wiedział.
Przechyliłem się na bok. Coś zaczęło uwierać mnie w kieszeni. Wyciągnąłem z niej teksty piosenek Gerarda. Zacząłem je czytać. Opowiadały o śmierci, braku akceptacji, szukaniu sensu życia... Moją uwagę przykuł jeden jedyny utwór o miłości. Niepewnej miłości. Kiedy analizowałem jego tekst poczułem jak łza spływa mi po policzku. Idealnie opisywała moje emocje. Wiedziałem, że go kocham, wiedziałem, że on mnie lubi.. ale czy odwzajemnia moje uczucie? Przycisnąłem kartkę do piersi. Trwałem w bezruchu, który co chwila przerywało lekkie drżenie od łkania. Myślałem. O nim. I o mnie. Zdawałem sobie powoli sprawę, ile mógłbym dla niego zrobić. Potrafiłbym wszystko porzucić, by rozpocząć nowe życie u jego boku. Dla niego byłbym w stanie umrzeć. Umrzeć, a potem ożyć. Ale ile ja dla niego znaczę..? Wyciągnąłem telefon. Dwudziesta ?! Że jak?! Przecież, ja.. ale.. ?! Trudno. Chwyciłem plecak i przejrzałem zeszyty. Zero zadań. Rozłożyłem się ponownie na łóżku. Włączyłem muzyką i po chwili odpłynąłem w zamyśleniu i marzeniach...
*
Dźwięki ucichły.Głosy przestały wydobywać się z głośników.
- Frank, skarbie, może mógłbyś pójść już spać? - usłyszałem moją matkę. Nie chciało mi się odpowiadać. Chwyciłem piżamę i zwlokłem się z materaca. Powędrowałem do łazienki. Zdjąłem przepocone ubrania. Jakoś wcześniej nie zauważyłem, że jestem taki brudny. Wziąłem długi, leniwy prysznic. Parę razy zdawało mi się, że telefon dzwoni. O tej porze? Niemożliwe. Było koło północy. Chyba mam omamy od tego szamponu. Wyszedłem z kabiny. Szybko się wytarłem. Na samych bokserkach pobiegłem do pokoju i spojrzałem na telefon. Trzy nieodebrane połączenia z przed pięciu minut. Od Gerarda. Wybrałem jego numer.
-Wyjdź przed dom. - zarządził głos mojego przyjaciela. Nie wyjaśnił dlaczego, po co. Tylko się rozłączył.
Złapałem za pierwszą napotkana koszulkę i zbiegłem na dół. Czekał przed drzwiami. Super. Czyli mam się mu pokazać na bieliźnie, w rozmytym makijażu i mokrych włosach, kiedy on wyglądał wyjątkowo ogarnięcie?! Umpf.. Raz się żyje. Wyszedłem z ciepłego mieszkania. Gerard zmierzył mnie wzrokiem. Nie patrzał na mnie jednak jak na idiotę, tylko jak na wielkie, pyszne ciastko. Zarumieniłem się lekko.
-Z..Zapomniałeś gitttary...- wydukał, podając mi instrument.
- Aa.. dzięki.- chwyciłem mój antyk i spuściłem wzrok.
- Frank..- złapał mnie za brodę, zmuszając do patrzenia sobie w oczy. Boże.. w świetle księżyca wyglądał jeszcze piękniej niż w blasku dnia. O ile to w ogóle możliwe. - Mam.. jedno pytanie.. Może to głupio zabrzmi, ale.. chcę... muszę.. wiedzieć...
- Wal. - szepnąłem. Chwyciłem go za wolną rękę. Musnąłem delikatnie jego usta. Odsunąłem się równie szybko, jak się zbliżyłem.
-Czy.. powiedziałbyś mi, że mnie kochasz?- zabrzmiało to, jakby od tego zależało jego życie. Zamurowało mnie. Tak, tak, przecież cię kocham idioto! Oczy mu rozbłysły. Chwilę czekał w milczeniu.
- Powiedziałbym - odparłem cicho, jednak bardzo pewnie. Ekstra, a co jeśli weźmie mnie za wariata? On jednak się uśmiechnął.
- To powiedz..- chyba chciał to usłyszeć. Bardzo chciał. Pragnął. Tych dwóch słów, które zaraz miały wypuścić moje usta. Zbliżyłem twarz do jego ucha. Objąłem ramionami jego szyję i delikatnie zacząłem ją gładzić. - Powiedz.. Proszę...
- Kocham Cię. Kocham Cię mocniej niż cokolwiek na świecie.-wyszeptałem czule. Poczułem jego wargi na karku. Posuwał nimi delikatnie pieszcząc moją skórę. Jego dłonie znalazły się na moich plecach. Opuszczał je coraz niżej, i niżej.. aż złapał mnie przez bokserki za pośladki. Westchnąłem z przyjemności. Zaczął robić mi malinkę na szyi. Miejsce zaczęło lekko piec, jednak rozkosz, jaką wywoływała jego bliskość wynagrodziła ból. - Ahh.. Gee.. - jęknąłem. Odsunął się by móc spojrzeć mi w oczy. Był cały rozpalony. I szczęśliwy jak nigdy.
- Dziękuję - wydyszał. Cmoknął mój policzek i chciał się obrócić. Chciał, bo nie mógł. W odpowiednim momencie chwyciłem go za krocze. - ooh.. - zawył cicho. Ścisnąłem trochę mocniej, co najwyraźniej go podniecało.
- Teraz moje pytanie. - przysunąłem go jeszcze bliżej. Prawie stykaliśmy się ustami. - a ty mnie kochasz? - nie musiał odpowiadać. Jego język znalazł się tam, gdzie się go spodziewałem. Złączył się z moim. Walczyliśmy o dominację w naszych ustach. Poddałem się. Gerard wygrał. Przejechał jeszcze raz po moich zębach, a następnie rozdzielił nasze złączone wargi.
- Tak. Ja ciebie też kocham.- uśmiechnąłem się. Marzyłem o tej chwili od dawna. Wyobrażałem ją sobie tysiące razy, jednak teraz wszystko zdawało się być idealne. - To do poniedziałku mały.- szepnął. Pobiegł szybko do motoru i równie szybko odjechał.
Chwyciłem leżącą na ziemi gitarę. Dopiero teraz poczułem chłód nocy. Popędziłem do sypialni, przykryłem się kocem i usiłowałem zasnąć.
Zakochany w przyjacielu. Z wzajemnością.
*
Niedzielna sielanka udzieliła się wszystkim. Siedziałem w kuchni, powoli sącząc kawę a rodzice oglądali coś bzdurnego w telewizji. Dzień z założenia miał być nudny. Jak każda niedziela. Zakupy, filmy i wspólny obiad, którego nie cierpiałem. Zawsze jadłem osobno, o innej porze lub na mieście.W tym dniu nie musiałem tylko wytrzymać z nimi przy stole, ale również opowiadać, jakie to ja mam cudowne życie, jak wszyscy mnie kochają i lubią.
- No.. Frankie, jak tam nowa szkoła? - zapytała mamuśka.
-Tsałkiem spsoko - odpowiedziałem z pełnymi ustami. Im szybciej zjem, tym szybciej mnie tu nie będzie.
- Masz jakiś przyjaciół? Fajne dziewczyny..? - zachęcił do rozwinięcia ojczym. Irytowało mnie to w jego zachowaniu.
- Dwóch przyjaciół, dwóch kumpli. Zero dziewczyn- niech się troszkę powkurza. Nie cierpiał kiedy nie mówiło się do niego zdaniem.
- Na pewno zero dziewczyn..? - wskazał palcem na malinkę. O nie. Zupełnie o niej zapomniałem. Była teraz w niebezpiecznie widocznym miejscu.
- Wysypka. Po akupunkturze. - wiem, głupia wymówka. Ale na tyle głupia, że uwierzył. - Zjadłem, mogę iść? - to mówiąc podniosłem się z krzesła. Mama pokazała gestem ręki, żebym zaczekał.
- A ci koledzy.. Bez nałogów? Bez problemów z policją? Zboczeńcy? Homolce? - mówiła coraz głośniej, jakbym miał potwierdzić każde jej słowo. Patrzyła jednak troskliwie. Wiem, że ciężarne kobiety mają huśtawki nastrojów, ale żeby aż tak?
-Nie wiem, raczej nie. - pobiegłem do pokoju. Wiedziałem, że będzie teraz miała więcej pytań niż kiedykolwiek. Boję się. A co jeśli... dowie się o mnie i Gerardzie?
*
Poniedziałek zaczął się jak każdy inny dzień. Dziwnym trafem obaj z Gerardem przesiedzieliśmy całą matmę w klasie. Mój towarzysz w prawdzie spał, ale i tak to był postęp. Na wuefie znowu robiłem za babę. Tym razem nie przeszkadzało mi to, bo mogłem bezkarnie trzymać za rękę kogoś kogo kocham.
- Słuchajcie. - zawołała po lekcji nauczycielka - to ostatnia lekcja poloneza - grupa uczniów zareagowała głośnym "wee" - ale.. - nastała cisza - zaczniemy tańczyć walca ! - okrzyki niezadowolenia. Kobieta wskazała na mnie i Gerarda - a wam panowie, załatwię partnerki, żebyście nie musieli się męczyć. - i odeszła.
- Ja jednak wolałbym tańczyć z tobą.. - szepnął mi do ucha przyjaciel. Odprowadził mnie pod salę chemiczną. - Myślisz, że wypada, żebym cię pocałował w szkole?
- Myślę, że nie..- odparłem. Tak, chciałem, żeby to zrobił. Ale było tu za dużo ludzi. Gerry zrobił naburmuszoną minę i odwrócił się do mnie plecami. - Słowo, jakoś ci to wynagrodzę..
- To na razie, jak co zadzwonię! - odbiegł w podskokach popiskując radośnie jak mała dziewczynka, która dostała kucyka. Chyba za dużo sobie pomyślał.. Kurde. Jestem coraz bardziej zboczony. Zadzwonił dzwonek. Chemia.
Siedziałem cicho w swojej ławce, kiedy usłyszałem ciche, kobiece "cześć". Moja partnerka na chemii nie dawała mi spokoju. Odwróciłem się do niej, a wtedy zaniemówiłem. Zamiast plastiku widziałem coś na kształt metalówy. Kłusa bluzka (chyba Splayer'sów) z wielkim dekoltem, pieszczochy na rękach, kolczasta obroża na szyi. Miała jeszcze podarte jeansy i czerwone trampki. Jej blond włosy zmieniły się w czarną plątaninę kosmyków, a różowa tapeta została zastępiona mrocznym make-up'em. Jeśli chciała kogoś zszokować - udało jej się bez dwóch zdań. Ale jeśli chciała się podszyć pod metalówę...
- Nie odpowiesz mi? - zapytała i zatrzepotała doklejanymi rzęsami.
- Lola? - kurde, zabrzmiało za słodko. Z tą laską było coś nie tak. Pokiwała głową. - woo..w. cześć.- nie, nie będę z nią dłużej gadał. Położyłem się na biurku. Dziewczyna zaczęła paplać o jakiś ubraniach, które długo szukała, bo nic czarnego nie było.. tym bardziej byłem pewien, że ten metal to tylko poza. Ale dlaczego?
-Frank, czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - zapiszczała mi do ucha. Zachwiałem się, spadając z krzesła i wywołując wśród uczniów falę śmiechu - Więc, ty jesteś dobry z chemi, prawda?
- Tak, ale jej nie cierpię. - wysyczałem. Nie tylko chemii nie cierpię.. Na następnej lekcji chyba się przesiądę.
- A umiałbyś wytłumaczyć ..?
- Chyba tak, a co? - bałem jej się coraz bardziej.
- Na.. ja.. wiesz, będzie sprawdzian, i.. yy.. czy mógłbyś dać mi korepetycje? - kończąc zdanie zrobiła tak błagalne oczka, że nie mogłem jej odmówić. Ale nie ma nic za darmo..
- Dobra..- zapiszczała radośnie. Wszystkie oczy zwróciły się na nas. - ogar. Ale jak dam ci korki, to się odczepisz? - spojrzałem na nią z triumfalną miną. Uśmiech zszedł jej z twarzy. Smutno pokiwała głową. - Super.
Zadzwonił dzwonek. Chciałem jak najszybciej wyjść z klasy. Wychodząc jednak wpadłem na Gerarda.
- Gerry? - zapytałem. Głupek ze mnie, jasne, że to on. - co ty tu robisz?
- Odbieram mojego ukochanego przyjaciela z lekcji.. - Uśmiechnął się uroczo. - a tej co?
Wskazał na Lolę, która zmierzała w kierunku kilku dziewczyn w różowych topach. Mówiłem, że ten metal to poza? Zaczęła im coś opowiadać i po chwili z ich gardeł wydobyły się dźwięki gorsze niż kocia muzyka. Spojrzały na mnie, zaczynając lekko chichotać. Moja znajoma podeszła do mnie, podając świstek papieru.
- Tu masz mój numer. I adres. Może być czwartek? - uśmiechnęła się szeroko. Gerard ścisnął mocno moją dłoń. Chyba się wkurzył.
- Ta, im szybciej, tym lepiej. - powiedziałem chłodno i ruszyłem wraz z moim kompanem w kierunku schodów. Pozwolił się ciągnąć aż to parku, nie zamieniając ze mną ani słowa.
- Dobra, o co chodzi. - zapytałem lekko wkurzony. Gee też miewał swoje humorki.
- Czego ona chciała? Nie podoba mi się.- powiedział tak cicho, że ledwo usłyszałem. Wbił wzrok w ziemię. Chyba był zazdrosny.
- Spokojnie, ja mam ją tylko nauczyć na sprawdzian z chemii.. - nie bardzo go to przekonało.-Obiecała, że potem da mi spokój..- Spojrzał na mnie, a ja cmoknąłem go w czubek nosa. - Pamiętaj, to ciebie kocham.
- Jesteś mój.. - wyszeptał i wtulił się we mnie. - Tylko mój...
***

A teraz życzę wam wszystkim wesołych, rodzinnych i radosnych świąt.
Mokrego dyngusa i Bogatego króliczka..
Wszyscy się cieszmy, że mamy wolne.
< 3

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

part five < 3

Taak. miałam pomysł.
Ciut dużo ich całowałam, ale ..
Małe natchnienie może złapać nawet pod prysznicem XD
Mam pomysł na nową serię i zakończenie tej, jednakże..
jeszcze coś nabrudzę, zboczę i tak dalej, czyli jeszcze z ... 7 odcinków :D
Aha, to umf. to przekleństwa, ale że siostra patrzała jak piszę, więc.. ich nie ma ;]
***
- Że co?! - zapytałem zszokowany. - Ty.. śniłeś... o mnie ?!
- Taak.. a najdziwniejsze było to, że wtedy cię nie znałem.. A byłeś dokładnie taki sam. Po prostu cudowny. - powiedział i zaczął oglądać czubki swoich butów. Włosy zakryły mu całą twarz. Bał się. Bał się mojej reakcji.
- A co byś zrobił gdybyś.. ee.. ty też mi się śnił? - powiedziałem i również spuściłem wzrok. Zapanowała nie przyjemna cisza. Po chwili Gerard wyrwał się z zamyślenia, chwycił mnie za podbródek i przyciągnął do siebie tak blisko, że stykaliśmy się nosami.
- Serio?
- Bardzo serio, na.. - nie dokończyłem. Zatkał mi usta swoimi ustami. Przeszyła mnie fala gorąca i euforii. Nie chciałem, aby tylko on miał przyjemność. Włączyłem się w pocałunek, chcą pokazać ile dla mnie znaczy. Obudziłem w sobie namiętność, przyprawiając go o dreszcze. Po chwili nasze języki się spotkały i utworzyły jedną całość. Począłem całować jego szyję, policzki, usta...
- Zbooczeńcy ! - przerwał nam jakoś kobiecy głos. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Krzyczała na nas jaś babcia machająca torebką. - Jakaś patologia na wesoło, co? Niech, ja was złapię tylko to...
I zaczęliśmy uciekać. Kobieta goniła nas przez chwilę, ale biegliśmy za szybko. Po kilku minutach Gerard się zatrzymał. Nie miał za dobrej kondycji. Stanął na środku ulicy i zaczął wolno dyszeć. Zaczął się śmiać.
- A to wredna baba - wykrztusił, odgarniając włosy z twarzy.
- Noo - odparłem. Jak ona mogła nam przerwać w takim momencie ?!
- To może chodźmy po te cheetosowe krakersy ?
*
Było koło dziesiątej. W około panowała ciemność i tylko uliczne latarnie dawały odrobinę światła. Gerard zapukał do domu Boba. Cisza. W mieszkaniu nie paliły się żadne światła. Spojrzałem pod jego nogi.
- Co to ? - rzekłem i podniosłem z ziemi karteczkę, zatytułowaną " Drogi Franku i Gerardzie.". Otworzyłem ją a Gerry przeczytał jej wnętrze.
- " Jak długo można umf. iść po ciastka do sklepu ?! Zdążyliśmy obejrzeć umf. Klątwę a Majk ograł mnie w umf. gameboy'u. Idziemy do baru. Na piwo. Smacznych umf. ciastek. Bob " . Jak zawsze dobitny Bob. - zaśmiał się. - To może skoczymy do mnie ?
- I co, obejrzymy umf. Klątwę ? - spytałem i jeszcze raz obejrzałem liścik.
- Nie, mam koncert Iron Maiden na DVD ! - krzyknął. Nie musiał mnie dłużej przekonywać.
Gerard i Mikey mieszkali pięć minut drogi od domu Boba. Ich mieszkanie było trochę większe, z dużą ilością okien i zieloną fasadą. Dookoła znajdował się zadbany, zielony ogródek. Na podjeździe koło domu stał czarny motor Gerarda i czerwony skuter. Mój przyjaciel wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył drzwi. Weszliśmy do środka.
- Mamo! Tato! Wróciłem! - krzyknął. Cisza. - Czyli rodziców znowu wywiało.. - powiedział i ścisnął moją rękę. - Mój pokój jest na poddaszu, łatwo tam trafisz. Ja zaparzę nam kawę. - i nie czekając na moją reakcję pobiegł wgłąb domu.
Ruszyłem schodami na górę. Na poddaszu zauważyłem dwie pary drzwi - jedne całe czarne, obklejone plakatami różnych zespołów i napisami typu "no entry" i drugie, białe, czyste z okienkiem u góry. Otworzyłem te pierwsze. Prowadziły one do ciemnego pokoju. Było tu tylko jedno okno w suficie. Ściany pokrywała szara tapeta a na ciemnej, drewnianej podłodze leżały wszelakie pisma muzyczne, kartki z rysunkami i nutami a nawet brudne ubrania. W rogu stało czarne biurko, całe zawalone szkicami. Obok biurka mieścił się mały telewizor z konsolą. W rogu pokoju znajdowało się małe łóżko przykryte czerwono-czarną pościelą. Tuż przy drzwiach stała duża, czarna kanapa z krwistą poduszką. Podniosłem z podłogi pierwszą lepszą gazetę i usiadłem na kanapie. Otworzyłem ją i moim oczom ukazały się gwiazdki popu. Ale nie, nie były tak normalne jak na mtv. Wszystkie miały dorysowane wąsy, dodatkowe oczy, ręce, nogi.. Niektórzy mieli zamalowane twarze i dopisane po bokach różne, cenzuralne słowa.
- O nie, znalazłeś moje "brejfoo" - powiedział Gerard wchodząc do pokoju z parującymi kubkami.
- Ups. - szepnąłem, lecz po chwili się roześmiałem - Nienawiść do gwiazdeczek ? - rzekłem i pomachałem mu gazetką przed oczami. Śmiejąc się wyjął mi pismo z ręki, rzucił w kąt i podał mi kawę. Pociągnąłem łyk. Była mocna, z mlekiem. Taka jaką lubię najbardziej. Kiedy się opamiętałem, mój kubek był prawie pusty. Westchnąłem. - To co robimy?
- Koncert..? - zapytał. Podszedł do biurka, odgarnął kilka kartek i wyciągnął dwa opakowania z płytami. - Iron Maiden World Tour czy wolisz Metallica Unpluggeg?
- A który jest ostrzejszy ?...
*
Ostra muzyka wydobywała się z małych głośniczków. Gerard trzymając jakąś puszkę po dezodorancie udawał wokalistę. Krzyczał, ryczał i darł się do udawanego mikrofonu. Ja byłem gitarzystą. Grałem na gitarze powietrznej, i, muszę przyznać, nieźle mi to wychodziło. Zacząłem ocierać się plecami o plecy Gerarda, potem powoli, schodząc niżej o podłogę. Wiłem się po niej, wciąż udając, że gram. Nagle dostałem poduszką w twarz i ucichła muzyka.
- Co ?! - krzyknąłem lekko wkurzony. Teraz była solówka, noo...
- Gitarzysta nie może wyglądać seksowniej od frontmana! - powiedział Gee i zrobił kocie oczy. Nim się obejrzałem, znów dostałem w głowę poduchą. -Orient! - zawołał i złapał kolejną .
Tym razem to ja byłem szybszy. Chwyciłem najbliżej leżącą poduszkę i rzuciłem się na Gerarda. Schylił się, jednak oberwał w brzuch. Odwróciłem się a wtedy jego "broń" ugodziła mnie w twarz. Zaczęliśmy się śmiać. Uderzaliśmy się nawzajem poduszkami. Kurz wirował w okół nas. Nagle jedna z poduszek się rozerwała i wyleciał z niej plusz. Gwałtownie się uspokoiliśmy i gapiliśmy się w to, co właśnie wyleciało z poduszki. Zamilkliśmy, by po chwili móc znowu się śmiać. Poczułem, jak Gerard przewrócił się na mnie. Leżał teraz na mojej klatce piersiowej i wgapiał się w moje oczy. Powoli zbliżył twarz do mojej. Delikatnie musnął moje usta. Chwyciłem go za głowę, by przyciągnąć go jak najbliżej. Przyssał mi się do ust. Zaczął targać moje włosy. Włożyłem mu język do ust. Głaskałem nim jego podniebienie, coraz to głębiej.. Chwilę przyjemności przerwał mój telefon. Subtelnie zepchnąłem z siebie Gerarda i odebrałem.
- Halo?
- Frank?! Gdzie ty się szlajasz ?! Jest pierwsza w nocy i nie ma cię w domu, do cholery !- z słuchawki dobiegł mnie zdenerwowany głos matki.
- Oż...- wymsknęło mi się.
*
ł godziny przekonywałem mamę, by pozwoliła mi spać u Gerarda. To był jego pomysł. Ostatecznie przekonało ją to, że mam mu pomóc w nauce i to, że Gerry nie ma siostry... Moja matka była rzeczywiście dziwna..
Miałem spać na kanapie. Gerard rzucił mi różowy koc. Spojrzałem na niego jak na idiotę.
- No co? Będziesz miał słodkie sny. - powiedział i uśmiechnął się uroczo.
- Wiem, wiem - ale raczej kocyk nie będzie tego powodem. Położyłem się na kanapie i zakryłem kocem. Nie chciałem się myć. Byłem strasznie śpiący. Zamknąłem oczy i zacząłem myśleć o dzisiejszym dniu. Czy nasze pocałunki coś znaczą? Czy to tylko zabawa? Nie wiem, co o tym myśleć.
Poczułem, że ktoś obejmuje mnie w talii. Gerard. Odwróciłem się i znalazłem się na wprost od jego twarzy. Patrzeliśmy sobie w oczy. Miał w nich coś jak magnez. Przyciągał moje spojrzenie i nie mogłem go odwrócić. Przysunął się do mnie jeszcze troszkę.
- Dobranoc - szepnął czule i cmoknął moje usta. Szybko jednak się odsunął i pobiegł do toalety.
- Taa.. dobranoc. - powiedziałem. I zasnąłem.
*
Obudziłem się koło południa. Czyjaś ręka mnie obejmowała. Otworzyłem oczy i ujrzałem jego twarz. Spiekłem niezłego buraka.. Przed chwilem przestałem o nim śnić w bardzo, bardzo niegrzecznej scenerii..
- Cześć łajzo - przywitał się i pocałował mnie w czoło - śpisz jak niemowlę.
- Czee..- powiedziałem i przeciągnąłem się. W pokoju panował jeszcze większy burdel niż wcześniej. - Masz dla mnie kawę? - spytałem i od razu dostałem kubek z napojem. Spojrzałem na niego. Miał na sobie czarny podkoszulek i obcisłe jeansy. Wyglądał w tym ubraniu strasznie seksownie.
- Jak się spało ? - powiedziawszy to pogładził mnie po twarzy i zbliżył się jeszcze bardziej.
- Świetnie. - pocałowałem do. Bardzo, bardzo delikatnie, aczkolwiek namiętnie. Przycisnął się jeszcze troszkę. Trwaliśmy w takiej pozycji kilka minut. Po chwili odsunął się i westchnął. - Twoja matka dzwoniła, mówiła, żebyś szybko wrócił.
- O nie.. - rzekłem i podniosłem się z kanapy. Zbiegłem na dół, gdzie zauważyłem Mikey'a. Miał zaspaną twarz, wręcz spał. Nie chciałem mu przeszkadzać. Cicho założyłem buty i.. dopiero zauważyłem, że nie mam jak wrócić do domu. - Gee, mógłbyś mnie podwieźć?
Z góry wychyliła się uśmiechnięta twarz Gerarda. Zbiegł błyskawicznie i otworzył drzwi. Gestem pokazał, żebym wyszedł. Usiadłem na motorze, ale Gerard zawrócił do domu. Po chwili przyszedł z kilkoma kartkami.
- A.. tu masz teksty piosenek i akordy, żebyś mógł ćwiczyć. - powiedział i wręczył mi kartki.
- Dzięki.- odparłem. Po chwili tuliłem się do jego pleców. Jechaliśmy bardzo szybko. Było to bardzo przyjemne. W krótkim czasie dotarliśmy na moją ulicę. - Zatrzymaj się tu, okej ? - poprosiłem. Tak, mama nie może zobaczyć, że jadę motorem. Zszedłem z pojazdu, jednak Gerard mnie przytrzymał. Wpił się w moje usta. Zaczął szybko poruszać naszymi ustami. Było mi strasznie gorąco, a jednocześnie przyjemnie.
Odsunąłem się nieznacznie. Od razu to wyczuł i przestał mnie całować.
- To.. do poniedziałku - powiedział i jeszcze raz cmoknął mnie szybko w policzek. Nim się zorientowałem, już go nie było.
- Pa.. - szepnąłem sam do siebie i ruszyłem przed siebie.
Kiedy dotarłem do domu rodzice siedzieli w salonie. Wtulali się w siebie, patrzeli romantycznie i zachowywali się jak para zakochanych dwudziestolatków. Trochę mnie to obrzydziło.. Zaraz, zaraz. Coś nie tak. Mama miała na sobie pierwszy raz do dawna obcisłe ubrania. I.. jakoś przytyła na brzuchu.
- O! Witaj Franuś! - krzyknął Greg. - Mamy ci coś.. do powiedzenia, wiesz..
- Będziesz miał braciszka. - powiedziała mama.
- Ekstra - odparłem. Nogi mi zmiękły. Upadłem na ziemię. Zemdlałem.

wtorek, 12 kwietnia 2011

part four < 3

Taa... trzy demony petszopowe atakują, i nie dają pisać nawet na kartce.
Taa.. twierdzą, iż piszę " mega mhrrroczne storiii "
I taa.. mają przerypane.
Trzy dni wolnego! Yay! Radujmy się!
Wiem, troszku nie wyszło... brak weny..
Poprawię się :D
***
Właśnie pochłaniałem drugą porcję obiadu, gdy usłyszałem przed domem totalnie oldskulowy klakson. Ray.
- Mamo, wychodzę. - powiedziałem i pobiegłem po gitarę. Kiedy schodziłem matka zagrodziła mi drogę.
- Gdzie idziesz ? I o której wrócisz ? - zapytała, groźnie mierząc mnie wzrokiem.
- Do znajomego. Mają zespół. Nie wiem kiedy wrócę, jestem pełnoletni przecież. - tak. Ostatni argument zawsze zbijał ją z tropu. Po chwili mnie nie było. Słyszałem jeszcze jak krzyczała, żebym uważał, żebym nie pił.. standardowe przestrogi.
- To jedziemy ? - spytałem wsiadając do auta. Był to stary, lecz stylowy mały kabriolet. Ray opuścił ciemne okulary na oczy.
- Jedziemy!
*
Po jakiś piętnastu minutach Ray zaparkował samochód przed domkiem na przedmieściach. Był on niewielkich rozmiarów, z małym gankiem i brązowym tynkiem. Obok znajdował się blaszany garaż przy którym stał Bob, Gerard i jakiś wysoki, trochę lamusowaty koleś w okularach.
- Frankie ! - krzyknął Gee i podbiegł do mnie. Stanąłem jak wryty. Mój przyjaciel nie wyhamował i po chwili obaj leżeliśmy na asfalcie. Reszta chłopaków głośno rechotała a ja spaliłem buraka. - Miękki jesteś. Tęskniłem.
- Ja chyba też.. - wydukałem i próbowałem się podnieść. Gerry przytrzymał mnie na ziemi. - Mam grać na gitarze tak ? - powiedziałem i przerwałem mu gapienie się w moje usta. Tak, bardzo chciałem, by je dotknął.. jednak nie mogłem. Udawałem niezależnego, ale niezbyt mi to wychodziło.
- A tak ! - szybko się podniósł i otrzepał ubranie. - Panowie, no to mamy drugiego gitarzystę! - krzyknął do reszty na co oni zareagowali głośnym wyciem, krzykiem i innymi dźwiękami, które miały wyrazić ich radość.
Niepewnie podreptałem za nim. Otoczył ramieniem nieznanego mi chłopaka. Dlaczego mnie to wkurzyło ? Gee był przecież wolnym człowiekiem, mógł robić co chce. Ale jednak.
- Mikey, poznaj mojego przyjaciela Franka - mówiąc przyjaciela znacząco poruszył brwiami. Czyżby było coś na rzeczy? Poczułem, że robi mi się gorąco. - Frank, poznaj Mikey'a. To mój...- trzymał mnie w napięciu. Kurde, nie może mi po prostu powiedzieć, że to jego.. - brat.
Przyjrzałem się im uważnie. Jak to, przecież nie byli podobni. Osz kurde! Kamień spadł mi z serca. Uff.
- Dobra, możemy zaczynać ? - z wnętrza garażu dobiegł nas znudzony głos Boba.
- Jeeeah, dajemy ! - wykrzyknął Mikey i wbiegł do środka.
- Tyle.. że ja nie wiem, co mam grać.. - powiedziałem i spuściłem wzrok. Taa.. idiota ze mnie.
- Nie przejmuj się, posłuchamy tego, co umiesz - Gerard spojrzał na mnie troskliwie. - I tak byśmy dziś zwykłej próby nie zrobili.
*
Wszedłem do garażu i podłączyłem gitarę do wzmacniacza. Reszta kapeli usadowiła się wygodnie na starej kanapie. W pewnym momencie Ray się podniósł i powiedział:
- Zachwyć nas - wszyscy zaczęli chichotać.
Powoli stroiłem instrument, kiedy Gee zerwał się z siedzenia.
- Wuua ! Zajebiste ! Ja to kupuję, a wy ? - wykrzyczał i zaczął skakać po pomieszczeniu jak szalony.
- Nawet nie zacząłem...- powiedziałem cicho i zaczerwieniłem się na twarzy. Reszta wybuchła śmiechem. - M..Mogę od początku.. ?
Gerard uspokoił się i zajął swoje poprzednie miejsce. Gestem ręki pokazał, że mam zaczynać. Więc zacząłem. Delikatne dźwięki Metalliki ogarnęły pokój. Przymknąłem oczy by poczuć melodię. Po chwili zacząłem nucić słowa piosenki...So close, no matters how far..Grałem to całym sercem. Grałem to dla Gerarda. Wiedziałem, że kiedyś będę mu musiał powiedzieć.. Zacząłem płakać. Małe słone kropelki powolutku spływały po moich policzkach... Grałem dalej z coraz większą pasją. Coraz silniej. By pokazać co czuję. Oczy zaczęły mnie boleć, łzy wpływały mi do ust.. Te dźwięki.. Te słowa..Nie mogłem dokończyć. Urwałem w połowie piosenki i ... rozryczałem się jak małe dziecko. Usłyszałem ciche łkanie obok mnie. Gerard. Siedział obok mnie i także płakał.
- To .. takie piękne.. - wycharczał - mówiło do mojego...- nie dokończył, lecz wtulił się w moją pierś. Delikatnie go do siebie przycisnąłem. Zaczął moczyć mi koszulę. Obejrzałem się po garażu.
- Gdzie wcięło chłopaków? - zapytałem ledwo powstrzymując łzy. Gerard też się rozejrzał.
- Pewnie wyszli kiedy skończyłeś. Im też się podobało - powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy. Przybliżył się jeszcze bardziej, dzieliły nas centymetry. - ale mnie najbardziej. - po tych słowach pochylił się i pocałował moje usta. Czułem, jak uczucia eksplodują. Było mi cholernie gorąco, poliki mi płonęły. Pocałował mnie. Pocałował! Po chwili odsunął się i otworzył oczy. - Teraz twoja piosenka jest ukończona.
*
Weszliśmy do mieszkania. Od razu wchodziło się do salonu gdzie na kanapie siedzieli Mikey i Bob.
- Gdzie Ray ? - zapytałem.
- Musiał wrócić do domu. Coś nie tak z jego mamą... - powiedział Bob - a tak ogólnie to zajebiście grasz.
- No włacha! Nawet Miszcz Sauron ci nie dorówna. - odparł Mikey, spoglądając znad gameboy'a. - To co robimy ? Bob ma wolną chatę.
- Horrory ? - rzekłem a reszta pokiwała głowami.
*
Piąty raz oglądałem "The Ring". To już nawet nie było śmieszne. Wtuliłem się w ramię Gerarda, tak, żeby wyglądało to dość naturalnie. Nie chciałem, aby Bob i Mikey myśleli o mnie jak o kimś... innym. Zacząłem zastanawiać się co oznaczał ten pocałunek. Może to tylko jakiś ich obyczaj, dla każdego, kto dołącza do zespołu? A może... może ja mu się podobam?
- Nudno tu. Może wyjdziemy gdzieś ? - szepnął mi do ucha.
- Dobra - powiedziałem cicho i wstałem z kanapy. - Chcecie jakieś ciastka ? Pójdziemy z Gerrym do sklepu.
- Dla mnie krakersy ! - wykrzyknął Bob.
- Cheetosy ! - dodał Mikey.
- Cheetosy to nie ciastka debilu !
- A krakersy to nie cheetosy !
Szybko się ewakuowaliśmy, nie chcąc przeszkadzać im w kłótni. Zaczynało zmierzchać.
- Załatwiłeś ich - pochwalił mnie Gerard. Złapał moją dłoń. - To jaki im kit wciśniemy, kiedy wrócimy o północy ?
- Nie wiem.
Szliśmy uliczką rozmawiając o wszystkim. I niczym. Usiedliśmy na ławce w parku. Gerard otoczył mnie ramieniem i pocałował w policzek. Było już całkiem ciemno, kiedy szepnął do mnie.
- Frank... ja chciałbym ci coś powiedzieć... chciałem to powiedzieć już kiedy cię poznałem... - moje serce zaczęło bić jak szalone. Bałem się z jednej strony. Z drugiej jednak nie ważne co powie. I tak będę go kochać.
- Śniłeś mi się. I to od bardzo, bardzo dawna...

niedziela, 10 kwietnia 2011

part three < 3

znowu zarwałam nockę.. ale chyba warto było.
Teraz tylko dużo plastyki zostaje :D
Mnie samą rozwaliło pisanie tego.. tiaa...
Ciut długi, ale to chyba pozytywnie, co nie ?
Wstawiam dziś bo obiecałam, noo :] Jutro nie będzie, no bo szkoła ;[
***
Powoli zaczynałem odnajdywać się w rzeczywistości nowej szkoły.Przez trzy kolejne dni mój dzień wyglądał podobnie. Rano spóźnienie na autobus. Rozmowa z Ray'em. W szkole wciąż byłem wyśmiewany. Wciąż mnie to nie ruszało. Następnie zrywka z Gerardem z matematyki. Zawsze coś wymyślał. Ostatnio symulował, że dostał kilkusekundowy atak serca no i musieliśmy wyjść. Był niesamowitym aktorem. A potem... pokazywał mi miasto. Odnalazłem w nim bratnią duszę. I... chyba się zakochałem. Szokował mnie ten fakt, jednak każdy kolejny, spędzony z nim dzień uświadamiał mi, że to prawda. I te sny, o nim i o mnie... Nie wiem.
- Dziś piątek. - powiedział Gerard przed matematyką.
- Racja - odparłem - i co z tego ?
- Nie mam pojęcia- uśmiechnął się i spojrzał mi w oczy. Przyjrzałem się dokładnie jego twarzy. Zauważyłem drobne blizny przy linii włosów i perfekcyjny makijaż oczu. Przez chwilę myślałem, że mnie pocałuje.. nie zrobił tego. - To jaki mamy pomysł na dzisiejszą matmę ?
- Może dziś nic nie wymyślajmy, co? Chciałbym wiedzieć, jakie mam inne lekcje... i tego.. no wiesz. - spuściłem wzrok i zacząłem nerwowo gnieść palce. To mnie uspokajało.
- Dooobra - odparł po chwili namysłu - ale dasz mi popykać w pakmana i będziesz mnie kryć. O! I wyjedziesz jej z jakimś głupim tekstem typu " pani nie ma wacka ! "
Roześmiałem się. Po chwili śmialiśmy się obaj. Uwielbiałem spędzać z nim czas. Zawsze był pełen życia, pełen pozytywnej energii. Nie wiem, jak długo chichraliśmy się z niczego.
W pewnym momencie jednak zorientowałem się, że jesteśmy zupełnie sami na korytarzu. Zauważyłem również, że Gerard opiera się o moje ramię i ciężko oddycha.
- Uwielbiam cię - szepnął mi do ucha. Zaczerwieniłem się. Zmieszany, nie wiedziałem co powiedzieć. Poczułem, że zaczął bawić się kosmykami moich włosów. - Za spóźnienie jest tyle samo minusów co za nieobecność. To co wybieramy ?
- Hmm.. - zastanowiłem się - myślę, że powinniśmy...- urwałem, gdy spostrzegłem Gerarda zbiegającego za schodów. - Hej! Poczekaj ! - krzyknąłem i pobiegłem za nim. Zaczął uciekać. Ekstra, czyli bawimy się w ganianego. Popędziliśmy do parku. Byłem szybszy od niego, więc po chwili go dogoniłem. Rzuciłem się nań łapiąc go za brzuch tak, że przewróciliśmy się na trawę. Po chwili turlania zawisłem nad nim. Przycisnąłem mu ręce do ziemi i uśmiechnąłem się triumfalnie.
- O kurde, złapałeś mnie, łajzo - powiedział - Co mi teraz zrobisz? Zaciągniesz mnie na matmę ?
- Nie. - odparłem i zacząłem znowu rechotać. Zgiąłem ręce w łokciach i spadłem na niego. Leżałem teraz na jego ramieniu - Śliczny dzień.
- Tak - rzekł Gerard, przysunął się bliżej do mnie i.. cmoknął mnie w czoło. Moje tętno przyspieszyło. Chciałem więcej... Dużo więcej! Nie mogłem jednak nic zrobić. Jak zawsze w takich chwilach rozsądek przejął władzę nad pragnieniem ciała. Dlaczego ? - Naprawdę. Coraz bardziej się uwielbiam.
- Cieszy mnie to - uśmiechnąłem się. Mój przyjaciel zamknął oczy. Zrobiłem to samo. - zajebista matma...
*
Odkrywał miejsca, których nikt wcześniej nie odkrył. Całował mnie tam, gdzie nie prosiłbym o pocałunek. Ja tylko jęczałem z rozkoszy. Spojrzałem po sobie. Byłem nagi. Nie, nie nagi, lecz odziany w najcudowniejszą z szat. Miłość.
*
Ze snu obudził mnie przeraźliwy dźwięk dzwonka. Otworzyłem oczy i usiadłem na trawie. Mój towarzysz wciąż spał.
- Gerard, budź się - powiedziałem i lekko go szturchnąłem.
- Jeszcze chwilę mamoo... - zamruczał i strzepnął moją rękę z ramienia.
- Nie jestem twoją mamą.
- Aaa.. jeszcze chwilę, kochanie - rzekł i zaczął chichotać.
- Wiem, że nie śpisz - powiedziałem przez zaciśnięte usta. Czy on nazwał mnie kochaniem? Tak czy siak, wiedziałem jak miałem pomysł jak go wybudzić do końca. Usiadłem okrakiem na jego brzuchu. Uśmiechnął się szeroko, ale wciąż nie otwierał oczu. - Wstawaj, wstawaj, wstawaj !! - zacząłem i łaskotać go po klatce piersiowej i pod pachami.
- Nieee ! Dobra, nie śpię! Przestań ! - odskoczył, zrzucając mnie z siebie. Wciąż się śmiał. - Co teraz masz? - zapytał.
- Czekaj - sprawdziłem plan - wu ef.
- O! To tak, jak ja! - ożywił się jeszcze bardziej - choć, pokażę ci salę! - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Przebiegliśmy cały park trafiliśmy do dużej sali gimnastycznej. Była ogromna. Dookoła boiska było mnóstwo miejsc dla widzów. Obok sali znajdowało się kilka pomieszczeń. Nagle drzwi do jednego z nich się otworzy i wyszła z nich spora grupka chłopaków.
- Oż. Spóźniliśmy się. - powiedział Gerard i pociągnął mnie do szatni w której nie pozostał już nikt. Rzucił plecak przy pierwszym wolnym wieszaku i powoli zaczął się rozbierać. Patrzałem jak wryty na jego nagi tors. Chciałem podejść, ale nogi mi zmiękły.
- S.. Słuchaj, Gee, ja mu.. muszę do kibla - rzuciłem i pobiegłem do ubikacji obok szatni. Dlaczego to aż tak na mnie działało. Oparłem czoło o ścianę i powoli próbowałem opanować moje serce. Po chwili zapukał do mnie Gerard.
- Wszystko okej ?
-Taa
- To ja będę czekać na sali, dobra ?- i nie czekając na odpowiedź odszedł.
Wróciłem do szatni i szybko przebrałem się w szorty hawajki i luźną czarną bluzkę. Wyszedłem z przebieralni i poszedłem na salę. Po chwili znalazłem Gerarda. Stał obok Ray'a i jakiegoś blondyna. Szybko do nich podbiegłem. Zauważyłem że dziwnie się na mnie spojrzeli.
- Nie mówiłeś, że masz dziary - powiedział Ray, a Gerard pokiwał głową.
- Nie pytaliście.. - odparłem i spuściłem wzrok. No co, miałem parę kolorowych tatuaży na ramionach i na brzuchu. Usłyszałem ich śmiech.
- Spoko, mały, fajne są. - powiedział blondyn - tak w ogóle to Bob jestem.
- Tak Frankie, są extra - zaśmiał się Gerard - to jak, robimy próbę dzisiaj ?- rzekł to bardziej do reszty chłopaków.
- Nie mamy gitarzysty idioto. - powiedział Ray a uśmiech zszedł mu z twarzy. - Frank, może ty znasz kogoś kto gra ?
- Tak - odparłem - Jest niskim brunetem, stoi obok was i nazywa się Frank.
- Tego też nie mówiłeś - Gerard zmierzył mnie wzrokiem, ale po chwili się uśmiechnął - to co? Dzisiaj o.. 16 ?
Naszą rozmowę przerwało przyjście wuefistki. Była niską, pulchną blondynką, bardziej wyjętą z sex-shopu niż z jakiejś uczelni.
- Dobrze.. Dziś będziemy doskonalić to co wczoraj zaczęliśmy. Dobierzcie się w te same pary.
Na sali zapanowało zamieszanie, lecz po chwili tylko ja Gerard staliśmy na środku sali.
- No, panowie, a wasze partnerki do poloneza ?
- Do czego ?! - krzyknęliśmy równocześnie.
- Tak to jest, jeśli nie chodzi się na lekcje. - powiedziała i obejrzała się po reszcie grupy. - Nie ma wolnych dziewcząt, więc zatańczycie razem.
- Że co ?! - znowu się zgraliśmy na co cała klasa zareagowała śmiechem. Nawet Bob i Ray lekko chichotali.
- No już, już, nie ma czasu.. - rzekła nauczycielka i pomachała swoimi długimi tipsami.
Poszliśmy na koniec szeregu wciąż wzbudzając śmiech.
- To który robi za babę ? - zapytał Gerard
- No nie wiem, nie wiem nawet jak to się tańczy.. - odpowiedziałem
- Złapcie się za ręce, o tak - pokazał nam Bob, który stał przed nami. - Frank, jesteś niższy, więc rób za babę.
- Nieee.. - szepnąłem cicho i wtedy rozbrzmiała muzyka.
*
- Nienawidzę poloneza ! - krzyknąłem gdy wyszliśmy z szatni.
- Też nienawidzę poloneza.- zawtórował mi Gee - ahh.. na szczęście mam koniec lekcji...
- Nie masz.
- Ale sobie zrobię. Może chcesz mi towarzyszyć - powiedział i uśmiechnął się uroczo.
- Nie, powiedziałem, że będę na wszystkich lekcjach, została tylko jedna. Chemia.
- To na razie - to powiedziawszy odwrócił się i zaczął odchodzić.
- Na razie..- powiedziałem i spojrzałem na czubki moich trampków.
- A! Zapomniałbym! - Gerard zawrócił, szybko podbiegł do mnie i mocno uściskał. Lekko zaskoczony odwzajemniłem uścisk i westchnąłem. Może mu na mnie zależy? Po chwili rozluźnił uścisk i pogwizdując poszedł w stronę parkinku. A ja cały czerwony ruszyłem w poszukiwaniu sali chemicznej.
*
Nie lubiłem chemii. Nie lubiłem jej tak, jak Gerard matmy, z tą różnicą, że byłem z niej całkiem niezły. Na lekcji mieliśmy kwasy. Proste i łatwe.
-Cześć - usłyszałem kobiecy głos za moimi plecami. Odwróciłem się i ujrzałem drobną szatynkę w różowym topie z wielkim dekoltem. - Mogę się dosiąść ?
- Yyy.. - wydukałem. Takie laski nie zadają się z odludkami.
- Fajnie. - rzekła i zajęła miejsce obok mnie. - Ty jesteś Frank, prawda ?
- Z kąt wiesz? - zapytałem niepewnie.
- Mamy razem historię.
- Aha. - urwałem rozmowę. Nie chciałem z nią gadać. Patrzała na mnie jak na kawałek mięsa. Czy ja się jej podobam? Ups..
Do końca chemii nie odzywała się do mnie, a właściwie, to ja się nie odzywałem. Lola, bo tak miała na imię, nieustannie trajkotała o jakiś błyszczykach i pluszowych misiach. Kiedy zadzwonił dzwonek wybiegłem pierwszy z klasy. Szedłem w stronę autobusu. Usiadłem w ostatnim rzędzie koło Ray'a ( on też kończył teraz lekcje) i pojechałem do domu.
- Będę po ciebie o piętnastej trzydzieści, okej ? - odezwał się nagle.
- A tak, okej. - odparłem. No tak, zapomniałem, że dołączam do ich kapeli. - Weź ze sobę gitarkę.
- Dobra. - rzekłem i już do końca drogi nie rozmawialiśmy.
Wysiadłem przed domem i nagle to poczułem. Przecież miałem przed sobą cały dzień z Gerardem! Może nawet dłużej! Nie zwlekając pobiegłem do pokoju, walnąłem się na łóżko i rozkoszowałem się tą myślą. Gerard i ja.