wtorek, 12 kwietnia 2011

part four < 3

Taa... trzy demony petszopowe atakują, i nie dają pisać nawet na kartce.
Taa.. twierdzą, iż piszę " mega mhrrroczne storiii "
I taa.. mają przerypane.
Trzy dni wolnego! Yay! Radujmy się!
Wiem, troszku nie wyszło... brak weny..
Poprawię się :D
***
Właśnie pochłaniałem drugą porcję obiadu, gdy usłyszałem przed domem totalnie oldskulowy klakson. Ray.
- Mamo, wychodzę. - powiedziałem i pobiegłem po gitarę. Kiedy schodziłem matka zagrodziła mi drogę.
- Gdzie idziesz ? I o której wrócisz ? - zapytała, groźnie mierząc mnie wzrokiem.
- Do znajomego. Mają zespół. Nie wiem kiedy wrócę, jestem pełnoletni przecież. - tak. Ostatni argument zawsze zbijał ją z tropu. Po chwili mnie nie było. Słyszałem jeszcze jak krzyczała, żebym uważał, żebym nie pił.. standardowe przestrogi.
- To jedziemy ? - spytałem wsiadając do auta. Był to stary, lecz stylowy mały kabriolet. Ray opuścił ciemne okulary na oczy.
- Jedziemy!
*
Po jakiś piętnastu minutach Ray zaparkował samochód przed domkiem na przedmieściach. Był on niewielkich rozmiarów, z małym gankiem i brązowym tynkiem. Obok znajdował się blaszany garaż przy którym stał Bob, Gerard i jakiś wysoki, trochę lamusowaty koleś w okularach.
- Frankie ! - krzyknął Gee i podbiegł do mnie. Stanąłem jak wryty. Mój przyjaciel nie wyhamował i po chwili obaj leżeliśmy na asfalcie. Reszta chłopaków głośno rechotała a ja spaliłem buraka. - Miękki jesteś. Tęskniłem.
- Ja chyba też.. - wydukałem i próbowałem się podnieść. Gerry przytrzymał mnie na ziemi. - Mam grać na gitarze tak ? - powiedziałem i przerwałem mu gapienie się w moje usta. Tak, bardzo chciałem, by je dotknął.. jednak nie mogłem. Udawałem niezależnego, ale niezbyt mi to wychodziło.
- A tak ! - szybko się podniósł i otrzepał ubranie. - Panowie, no to mamy drugiego gitarzystę! - krzyknął do reszty na co oni zareagowali głośnym wyciem, krzykiem i innymi dźwiękami, które miały wyrazić ich radość.
Niepewnie podreptałem za nim. Otoczył ramieniem nieznanego mi chłopaka. Dlaczego mnie to wkurzyło ? Gee był przecież wolnym człowiekiem, mógł robić co chce. Ale jednak.
- Mikey, poznaj mojego przyjaciela Franka - mówiąc przyjaciela znacząco poruszył brwiami. Czyżby było coś na rzeczy? Poczułem, że robi mi się gorąco. - Frank, poznaj Mikey'a. To mój...- trzymał mnie w napięciu. Kurde, nie może mi po prostu powiedzieć, że to jego.. - brat.
Przyjrzałem się im uważnie. Jak to, przecież nie byli podobni. Osz kurde! Kamień spadł mi z serca. Uff.
- Dobra, możemy zaczynać ? - z wnętrza garażu dobiegł nas znudzony głos Boba.
- Jeeeah, dajemy ! - wykrzyknął Mikey i wbiegł do środka.
- Tyle.. że ja nie wiem, co mam grać.. - powiedziałem i spuściłem wzrok. Taa.. idiota ze mnie.
- Nie przejmuj się, posłuchamy tego, co umiesz - Gerard spojrzał na mnie troskliwie. - I tak byśmy dziś zwykłej próby nie zrobili.
*
Wszedłem do garażu i podłączyłem gitarę do wzmacniacza. Reszta kapeli usadowiła się wygodnie na starej kanapie. W pewnym momencie Ray się podniósł i powiedział:
- Zachwyć nas - wszyscy zaczęli chichotać.
Powoli stroiłem instrument, kiedy Gee zerwał się z siedzenia.
- Wuua ! Zajebiste ! Ja to kupuję, a wy ? - wykrzyczał i zaczął skakać po pomieszczeniu jak szalony.
- Nawet nie zacząłem...- powiedziałem cicho i zaczerwieniłem się na twarzy. Reszta wybuchła śmiechem. - M..Mogę od początku.. ?
Gerard uspokoił się i zajął swoje poprzednie miejsce. Gestem ręki pokazał, że mam zaczynać. Więc zacząłem. Delikatne dźwięki Metalliki ogarnęły pokój. Przymknąłem oczy by poczuć melodię. Po chwili zacząłem nucić słowa piosenki...So close, no matters how far..Grałem to całym sercem. Grałem to dla Gerarda. Wiedziałem, że kiedyś będę mu musiał powiedzieć.. Zacząłem płakać. Małe słone kropelki powolutku spływały po moich policzkach... Grałem dalej z coraz większą pasją. Coraz silniej. By pokazać co czuję. Oczy zaczęły mnie boleć, łzy wpływały mi do ust.. Te dźwięki.. Te słowa..Nie mogłem dokończyć. Urwałem w połowie piosenki i ... rozryczałem się jak małe dziecko. Usłyszałem ciche łkanie obok mnie. Gerard. Siedział obok mnie i także płakał.
- To .. takie piękne.. - wycharczał - mówiło do mojego...- nie dokończył, lecz wtulił się w moją pierś. Delikatnie go do siebie przycisnąłem. Zaczął moczyć mi koszulę. Obejrzałem się po garażu.
- Gdzie wcięło chłopaków? - zapytałem ledwo powstrzymując łzy. Gerard też się rozejrzał.
- Pewnie wyszli kiedy skończyłeś. Im też się podobało - powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy. Przybliżył się jeszcze bardziej, dzieliły nas centymetry. - ale mnie najbardziej. - po tych słowach pochylił się i pocałował moje usta. Czułem, jak uczucia eksplodują. Było mi cholernie gorąco, poliki mi płonęły. Pocałował mnie. Pocałował! Po chwili odsunął się i otworzył oczy. - Teraz twoja piosenka jest ukończona.
*
Weszliśmy do mieszkania. Od razu wchodziło się do salonu gdzie na kanapie siedzieli Mikey i Bob.
- Gdzie Ray ? - zapytałem.
- Musiał wrócić do domu. Coś nie tak z jego mamą... - powiedział Bob - a tak ogólnie to zajebiście grasz.
- No włacha! Nawet Miszcz Sauron ci nie dorówna. - odparł Mikey, spoglądając znad gameboy'a. - To co robimy ? Bob ma wolną chatę.
- Horrory ? - rzekłem a reszta pokiwała głowami.
*
Piąty raz oglądałem "The Ring". To już nawet nie było śmieszne. Wtuliłem się w ramię Gerarda, tak, żeby wyglądało to dość naturalnie. Nie chciałem, aby Bob i Mikey myśleli o mnie jak o kimś... innym. Zacząłem zastanawiać się co oznaczał ten pocałunek. Może to tylko jakiś ich obyczaj, dla każdego, kto dołącza do zespołu? A może... może ja mu się podobam?
- Nudno tu. Może wyjdziemy gdzieś ? - szepnął mi do ucha.
- Dobra - powiedziałem cicho i wstałem z kanapy. - Chcecie jakieś ciastka ? Pójdziemy z Gerrym do sklepu.
- Dla mnie krakersy ! - wykrzyknął Bob.
- Cheetosy ! - dodał Mikey.
- Cheetosy to nie ciastka debilu !
- A krakersy to nie cheetosy !
Szybko się ewakuowaliśmy, nie chcąc przeszkadzać im w kłótni. Zaczynało zmierzchać.
- Załatwiłeś ich - pochwalił mnie Gerard. Złapał moją dłoń. - To jaki im kit wciśniemy, kiedy wrócimy o północy ?
- Nie wiem.
Szliśmy uliczką rozmawiając o wszystkim. I niczym. Usiedliśmy na ławce w parku. Gerard otoczył mnie ramieniem i pocałował w policzek. Było już całkiem ciemno, kiedy szepnął do mnie.
- Frank... ja chciałbym ci coś powiedzieć... chciałem to powiedzieć już kiedy cię poznałem... - moje serce zaczęło bić jak szalone. Bałem się z jednej strony. Z drugiej jednak nie ważne co powie. I tak będę go kochać.
- Śniłeś mi się. I to od bardzo, bardzo dawna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz