Taak. miałam pomysł.
Ciut dużo ich całowałam, ale ..
Małe natchnienie może złapać nawet pod prysznicem XD
Mam pomysł na nową serię i zakończenie tej, jednakże..
jeszcze coś nabrudzę, zboczę i tak dalej, czyli jeszcze z ... 7 odcinków :D
Aha, to umf. to przekleństwa, ale że siostra patrzała jak piszę, więc.. ich nie ma ;]
***
- Że co?! - zapytałem zszokowany. - Ty.. śniłeś... o mnie ?!
- Taak.. a najdziwniejsze było to, że wtedy cię nie znałem.. A byłeś dokładnie taki sam. Po prostu cudowny. - powiedział i zaczął oglądać czubki swoich butów. Włosy zakryły mu całą twarz. Bał się. Bał się mojej reakcji.
- A co byś zrobił gdybyś.. ee.. ty też mi się śnił? - powiedziałem i również spuściłem wzrok. Zapanowała nie przyjemna cisza. Po chwili Gerard wyrwał się z zamyślenia, chwycił mnie za podbródek i przyciągnął do siebie tak blisko, że stykaliśmy się nosami.
- Serio?
- Bardzo serio, na.. - nie dokończyłem. Zatkał mi usta swoimi ustami. Przeszyła mnie fala gorąca i euforii. Nie chciałem, aby tylko on miał przyjemność. Włączyłem się w pocałunek, chcą pokazać ile dla mnie znaczy. Obudziłem w sobie namiętność, przyprawiając go o dreszcze. Po chwili nasze języki się spotkały i utworzyły jedną całość. Począłem całować jego szyję, policzki, usta...
- Zbooczeńcy ! - przerwał nam jakoś kobiecy głos. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Krzyczała na nas jaś babcia machająca torebką. - Jakaś patologia na wesoło, co? Niech, ja was złapię tylko to...
I zaczęliśmy uciekać. Kobieta goniła nas przez chwilę, ale biegliśmy za szybko. Po kilku minutach Gerard się zatrzymał. Nie miał za dobrej kondycji. Stanął na środku ulicy i zaczął wolno dyszeć. Zaczął się śmiać.
- A to wredna baba - wykrztusił, odgarniając włosy z twarzy.
- Noo - odparłem. Jak ona mogła nam przerwać w takim momencie ?!
- To może chodźmy po te cheetosowe krakersy ?
*
Było koło dziesiątej. W około panowała ciemność i tylko uliczne latarnie dawały odrobinę światła. Gerard zapukał do domu Boba. Cisza. W mieszkaniu nie paliły się żadne światła. Spojrzałem pod jego nogi.
- Co to ? - rzekłem i podniosłem z ziemi karteczkę, zatytułowaną " Drogi Franku i Gerardzie.". Otworzyłem ją a Gerry przeczytał jej wnętrze.
- " Jak długo można umf. iść po ciastka do sklepu ?! Zdążyliśmy obejrzeć umf. Klątwę a Majk ograł mnie w umf. gameboy'u. Idziemy do baru. Na piwo. Smacznych umf. ciastek. Bob " . Jak zawsze dobitny Bob. - zaśmiał się. - To może skoczymy do mnie ?
- I co, obejrzymy umf. Klątwę ? - spytałem i jeszcze raz obejrzałem liścik.
- Nie, mam koncert Iron Maiden na DVD ! - krzyknął. Nie musiał mnie dłużej przekonywać.
Gerard i Mikey mieszkali pięć minut drogi od domu Boba. Ich mieszkanie było trochę większe, z dużą ilością okien i zieloną fasadą. Dookoła znajdował się zadbany, zielony ogródek. Na podjeździe koło domu stał czarny motor Gerarda i czerwony skuter. Mój przyjaciel wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył drzwi. Weszliśmy do środka.
- Mamo! Tato! Wróciłem! - krzyknął. Cisza. - Czyli rodziców znowu wywiało.. - powiedział i ścisnął moją rękę. - Mój pokój jest na poddaszu, łatwo tam trafisz. Ja zaparzę nam kawę. - i nie czekając na moją reakcję pobiegł wgłąb domu.
Ruszyłem schodami na górę. Na poddaszu zauważyłem dwie pary drzwi - jedne całe czarne, obklejone plakatami różnych zespołów i napisami typu "no entry" i drugie, białe, czyste z okienkiem u góry. Otworzyłem te pierwsze. Prowadziły one do ciemnego pokoju. Było tu tylko jedno okno w suficie. Ściany pokrywała szara tapeta a na ciemnej, drewnianej podłodze leżały wszelakie pisma muzyczne, kartki z rysunkami i nutami a nawet brudne ubrania. W rogu stało czarne biurko, całe zawalone szkicami. Obok biurka mieścił się mały telewizor z konsolą. W rogu pokoju znajdowało się małe łóżko przykryte czerwono-czarną pościelą. Tuż przy drzwiach stała duża, czarna kanapa z krwistą poduszką. Podniosłem z podłogi pierwszą lepszą gazetę i usiadłem na kanapie. Otworzyłem ją i moim oczom ukazały się gwiazdki popu. Ale nie, nie były tak normalne jak na mtv. Wszystkie miały dorysowane wąsy, dodatkowe oczy, ręce, nogi.. Niektórzy mieli zamalowane twarze i dopisane po bokach różne, cenzuralne słowa.
- O nie, znalazłeś moje "brejfoo" - powiedział Gerard wchodząc do pokoju z parującymi kubkami.
- Ups. - szepnąłem, lecz po chwili się roześmiałem - Nienawiść do gwiazdeczek ? - rzekłem i pomachałem mu gazetką przed oczami. Śmiejąc się wyjął mi pismo z ręki, rzucił w kąt i podał mi kawę. Pociągnąłem łyk. Była mocna, z mlekiem. Taka jaką lubię najbardziej. Kiedy się opamiętałem, mój kubek był prawie pusty. Westchnąłem. - To co robimy?
- Koncert..? - zapytał. Podszedł do biurka, odgarnął kilka kartek i wyciągnął dwa opakowania z płytami. - Iron Maiden World Tour czy wolisz Metallica Unpluggeg?
- A który jest ostrzejszy ?...
*
Ostra muzyka wydobywała się z małych głośniczków. Gerard trzymając jakąś puszkę po dezodorancie udawał wokalistę. Krzyczał, ryczał i darł się do udawanego mikrofonu. Ja byłem gitarzystą. Grałem na gitarze powietrznej, i, muszę przyznać, nieźle mi to wychodziło. Zacząłem ocierać się plecami o plecy Gerarda, potem powoli, schodząc niżej o podłogę. Wiłem się po niej, wciąż udając, że gram. Nagle dostałem poduszką w twarz i ucichła muzyka.
- Co ?! - krzyknąłem lekko wkurzony. Teraz była solówka, noo...
- Gitarzysta nie może wyglądać seksowniej od frontmana! - powiedział Gee i zrobił kocie oczy. Nim się obejrzałem, znów dostałem w głowę poduchą. -Orient! - zawołał i złapał kolejną .
Tym razem to ja byłem szybszy. Chwyciłem najbliżej leżącą poduszkę i rzuciłem się na Gerarda. Schylił się, jednak oberwał w brzuch. Odwróciłem się a wtedy jego "broń" ugodziła mnie w twarz. Zaczęliśmy się śmiać. Uderzaliśmy się nawzajem poduszkami. Kurz wirował w okół nas. Nagle jedna z poduszek się rozerwała i wyleciał z niej plusz. Gwałtownie się uspokoiliśmy i gapiliśmy się w to, co właśnie wyleciało z poduszki. Zamilkliśmy, by po chwili móc znowu się śmiać. Poczułem, jak Gerard przewrócił się na mnie. Leżał teraz na mojej klatce piersiowej i wgapiał się w moje oczy. Powoli zbliżył twarz do mojej. Delikatnie musnął moje usta. Chwyciłem go za głowę, by przyciągnąć go jak najbliżej. Przyssał mi się do ust. Zaczął targać moje włosy. Włożyłem mu język do ust. Głaskałem nim jego podniebienie, coraz to głębiej.. Chwilę przyjemności przerwał mój telefon. Subtelnie zepchnąłem z siebie Gerarda i odebrałem.
- Halo?
- Frank?! Gdzie ty się szlajasz ?! Jest pierwsza w nocy i nie ma cię w domu, do cholery !- z słuchawki dobiegł mnie zdenerwowany głos matki.
- Oż...- wymsknęło mi się.
*
Pół godziny przekonywałem mamę, by pozwoliła mi spać u Gerarda. To był jego pomysł. Ostatecznie przekonało ją to, że mam mu pomóc w nauce i to, że Gerry nie ma siostry... Moja matka była rzeczywiście dziwna..
Miałem spać na kanapie. Gerard rzucił mi różowy koc. Spojrzałem na niego jak na idiotę.
- No co? Będziesz miał słodkie sny. - powiedział i uśmiechnął się uroczo.
- Wiem, wiem - ale raczej kocyk nie będzie tego powodem. Położyłem się na kanapie i zakryłem kocem. Nie chciałem się myć. Byłem strasznie śpiący. Zamknąłem oczy i zacząłem myśleć o dzisiejszym dniu. Czy nasze pocałunki coś znaczą? Czy to tylko zabawa? Nie wiem, co o tym myśleć.
Poczułem, że ktoś obejmuje mnie w talii. Gerard. Odwróciłem się i znalazłem się na wprost od jego twarzy. Patrzeliśmy sobie w oczy. Miał w nich coś jak magnez. Przyciągał moje spojrzenie i nie mogłem go odwrócić. Przysunął się do mnie jeszcze troszkę.
- Dobranoc - szepnął czule i cmoknął moje usta. Szybko jednak się odsunął i pobiegł do toalety.
- Taa.. dobranoc. - powiedziałem. I zasnąłem.
*
Obudziłem się koło południa. Czyjaś ręka mnie obejmowała. Otworzyłem oczy i ujrzałem jego twarz. Spiekłem niezłego buraka.. Przed chwilem przestałem o nim śnić w bardzo, bardzo niegrzecznej scenerii..
- Cześć łajzo - przywitał się i pocałował mnie w czoło - śpisz jak niemowlę.
- Czee..- powiedziałem i przeciągnąłem się. W pokoju panował jeszcze większy burdel niż wcześniej. - Masz dla mnie kawę? - spytałem i od razu dostałem kubek z napojem. Spojrzałem na niego. Miał na sobie czarny podkoszulek i obcisłe jeansy. Wyglądał w tym ubraniu strasznie seksownie.
- Jak się spało ? - powiedziawszy to pogładził mnie po twarzy i zbliżył się jeszcze bardziej.
- Świetnie. - pocałowałem do. Bardzo, bardzo delikatnie, aczkolwiek namiętnie. Przycisnął się jeszcze troszkę. Trwaliśmy w takiej pozycji kilka minut. Po chwili odsunął się i westchnął. - Twoja matka dzwoniła, mówiła, żebyś szybko wrócił.
- O nie.. - rzekłem i podniosłem się z kanapy. Zbiegłem na dół, gdzie zauważyłem Mikey'a. Miał zaspaną twarz, wręcz spał. Nie chciałem mu przeszkadzać. Cicho założyłem buty i.. dopiero zauważyłem, że nie mam jak wrócić do domu. - Gee, mógłbyś mnie podwieźć?
Z góry wychyliła się uśmiechnięta twarz Gerarda. Zbiegł błyskawicznie i otworzył drzwi. Gestem pokazał, żebym wyszedł. Usiadłem na motorze, ale Gerard zawrócił do domu. Po chwili przyszedł z kilkoma kartkami.
- A.. tu masz teksty piosenek i akordy, żebyś mógł ćwiczyć. - powiedział i wręczył mi kartki.
- Dzięki.- odparłem. Po chwili tuliłem się do jego pleców. Jechaliśmy bardzo szybko. Było to bardzo przyjemne. W krótkim czasie dotarliśmy na moją ulicę. - Zatrzymaj się tu, okej ? - poprosiłem. Tak, mama nie może zobaczyć, że jadę motorem. Zszedłem z pojazdu, jednak Gerard mnie przytrzymał. Wpił się w moje usta. Zaczął szybko poruszać naszymi ustami. Było mi strasznie gorąco, a jednocześnie przyjemnie.
Odsunąłem się nieznacznie. Od razu to wyczuł i przestał mnie całować.
- To.. do poniedziałku - powiedział i jeszcze raz cmoknął mnie szybko w policzek. Nim się zorientowałem, już go nie było.
- Pa.. - szepnąłem sam do siebie i ruszyłem przed siebie.
Kiedy dotarłem do domu rodzice siedzieli w salonie. Wtulali się w siebie, patrzeli romantycznie i zachowywali się jak para zakochanych dwudziestolatków. Trochę mnie to obrzydziło.. Zaraz, zaraz. Coś nie tak. Mama miała na sobie pierwszy raz do dawna obcisłe ubrania. I.. jakoś przytyła na brzuchu.
- O! Witaj Franuś! - krzyknął Greg. - Mamy ci coś.. do powiedzenia, wiesz..
- Będziesz miał braciszka. - powiedziała mama.
- Ekstra - odparłem. Nogi mi zmiękły. Upadłem na ziemię. Zemdlałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz