niedziela, 24 kwietnia 2011

part six < 3

Nie rozpiszę się.
Enjoy ;33
***
Biegł w moją stronę. Mój malutki braciszek biegł w moją stronę. Śmiał się wesoło. Jego wątłe ramionka rozchyliły się i rzucił mi się w objęcia. Czułem, jaki jest delikatny. Dziecko osunęło się, wpatrując się w moje oczy. Był strasznie podobny do ojczyma. Swoją drobną rączką zaczął gładzić mój policzek. "Frankie, Frankie, Frankie.." głos matki wydobył się z jego ust. Ocknąłem się. Obok mnie klęczała moja mama i trzymała mnie za rękę. Ojciach stał za nią troskliwie się patrząc.
- Nic mi nie jest. - powiedziałem i próbowałem się podnieść. Od razu upadłem- Okay, możecie mi pomóc. - nie musiałem długo czekać. Pomogli mi wstać, a potem zaprowadzili do sypialni. Położyłem się na łóżku.
- Chcesz czegoś? - zapytał Greg wychodząc.
- Spokoju - szepnąłem tak cicho, że na pewno tego nie usłyszał.
Szok. To słowo najlepiej opisywało mój stan. Dlaczego nie powiedzieli tego wcześniej? Delikatniej? Cząstka mnie krzyczała ciesząc się z nowego życia, którym ma być mój brat. Cała reszta wyła z rozpaczy. Jakby wewnętrzny mur, który mnie hamował się rozpadł. Cholera. A co, jeżeli ojciec się dowie? Dla mojego genetycznego taty to nie byłby duży problem znaleźć mnie i matkę. Wtedy by już się nie powstrzymał. W najlepszym wypadku zabiłby tylko ją. Cóż, miejmy nadzieję, że ten szaleniec nie będzie nic wiedział.
Przechyliłem się na bok. Coś zaczęło uwierać mnie w kieszeni. Wyciągnąłem z niej teksty piosenek Gerarda. Zacząłem je czytać. Opowiadały o śmierci, braku akceptacji, szukaniu sensu życia... Moją uwagę przykuł jeden jedyny utwór o miłości. Niepewnej miłości. Kiedy analizowałem jego tekst poczułem jak łza spływa mi po policzku. Idealnie opisywała moje emocje. Wiedziałem, że go kocham, wiedziałem, że on mnie lubi.. ale czy odwzajemnia moje uczucie? Przycisnąłem kartkę do piersi. Trwałem w bezruchu, który co chwila przerywało lekkie drżenie od łkania. Myślałem. O nim. I o mnie. Zdawałem sobie powoli sprawę, ile mógłbym dla niego zrobić. Potrafiłbym wszystko porzucić, by rozpocząć nowe życie u jego boku. Dla niego byłbym w stanie umrzeć. Umrzeć, a potem ożyć. Ale ile ja dla niego znaczę..? Wyciągnąłem telefon. Dwudziesta ?! Że jak?! Przecież, ja.. ale.. ?! Trudno. Chwyciłem plecak i przejrzałem zeszyty. Zero zadań. Rozłożyłem się ponownie na łóżku. Włączyłem muzyką i po chwili odpłynąłem w zamyśleniu i marzeniach...
*
Dźwięki ucichły.Głosy przestały wydobywać się z głośników.
- Frank, skarbie, może mógłbyś pójść już spać? - usłyszałem moją matkę. Nie chciało mi się odpowiadać. Chwyciłem piżamę i zwlokłem się z materaca. Powędrowałem do łazienki. Zdjąłem przepocone ubrania. Jakoś wcześniej nie zauważyłem, że jestem taki brudny. Wziąłem długi, leniwy prysznic. Parę razy zdawało mi się, że telefon dzwoni. O tej porze? Niemożliwe. Było koło północy. Chyba mam omamy od tego szamponu. Wyszedłem z kabiny. Szybko się wytarłem. Na samych bokserkach pobiegłem do pokoju i spojrzałem na telefon. Trzy nieodebrane połączenia z przed pięciu minut. Od Gerarda. Wybrałem jego numer.
-Wyjdź przed dom. - zarządził głos mojego przyjaciela. Nie wyjaśnił dlaczego, po co. Tylko się rozłączył.
Złapałem za pierwszą napotkana koszulkę i zbiegłem na dół. Czekał przed drzwiami. Super. Czyli mam się mu pokazać na bieliźnie, w rozmytym makijażu i mokrych włosach, kiedy on wyglądał wyjątkowo ogarnięcie?! Umpf.. Raz się żyje. Wyszedłem z ciepłego mieszkania. Gerard zmierzył mnie wzrokiem. Nie patrzał na mnie jednak jak na idiotę, tylko jak na wielkie, pyszne ciastko. Zarumieniłem się lekko.
-Z..Zapomniałeś gitttary...- wydukał, podając mi instrument.
- Aa.. dzięki.- chwyciłem mój antyk i spuściłem wzrok.
- Frank..- złapał mnie za brodę, zmuszając do patrzenia sobie w oczy. Boże.. w świetle księżyca wyglądał jeszcze piękniej niż w blasku dnia. O ile to w ogóle możliwe. - Mam.. jedno pytanie.. Może to głupio zabrzmi, ale.. chcę... muszę.. wiedzieć...
- Wal. - szepnąłem. Chwyciłem go za wolną rękę. Musnąłem delikatnie jego usta. Odsunąłem się równie szybko, jak się zbliżyłem.
-Czy.. powiedziałbyś mi, że mnie kochasz?- zabrzmiało to, jakby od tego zależało jego życie. Zamurowało mnie. Tak, tak, przecież cię kocham idioto! Oczy mu rozbłysły. Chwilę czekał w milczeniu.
- Powiedziałbym - odparłem cicho, jednak bardzo pewnie. Ekstra, a co jeśli weźmie mnie za wariata? On jednak się uśmiechnął.
- To powiedz..- chyba chciał to usłyszeć. Bardzo chciał. Pragnął. Tych dwóch słów, które zaraz miały wypuścić moje usta. Zbliżyłem twarz do jego ucha. Objąłem ramionami jego szyję i delikatnie zacząłem ją gładzić. - Powiedz.. Proszę...
- Kocham Cię. Kocham Cię mocniej niż cokolwiek na świecie.-wyszeptałem czule. Poczułem jego wargi na karku. Posuwał nimi delikatnie pieszcząc moją skórę. Jego dłonie znalazły się na moich plecach. Opuszczał je coraz niżej, i niżej.. aż złapał mnie przez bokserki za pośladki. Westchnąłem z przyjemności. Zaczął robić mi malinkę na szyi. Miejsce zaczęło lekko piec, jednak rozkosz, jaką wywoływała jego bliskość wynagrodziła ból. - Ahh.. Gee.. - jęknąłem. Odsunął się by móc spojrzeć mi w oczy. Był cały rozpalony. I szczęśliwy jak nigdy.
- Dziękuję - wydyszał. Cmoknął mój policzek i chciał się obrócić. Chciał, bo nie mógł. W odpowiednim momencie chwyciłem go za krocze. - ooh.. - zawył cicho. Ścisnąłem trochę mocniej, co najwyraźniej go podniecało.
- Teraz moje pytanie. - przysunąłem go jeszcze bliżej. Prawie stykaliśmy się ustami. - a ty mnie kochasz? - nie musiał odpowiadać. Jego język znalazł się tam, gdzie się go spodziewałem. Złączył się z moim. Walczyliśmy o dominację w naszych ustach. Poddałem się. Gerard wygrał. Przejechał jeszcze raz po moich zębach, a następnie rozdzielił nasze złączone wargi.
- Tak. Ja ciebie też kocham.- uśmiechnąłem się. Marzyłem o tej chwili od dawna. Wyobrażałem ją sobie tysiące razy, jednak teraz wszystko zdawało się być idealne. - To do poniedziałku mały.- szepnął. Pobiegł szybko do motoru i równie szybko odjechał.
Chwyciłem leżącą na ziemi gitarę. Dopiero teraz poczułem chłód nocy. Popędziłem do sypialni, przykryłem się kocem i usiłowałem zasnąć.
Zakochany w przyjacielu. Z wzajemnością.
*
Niedzielna sielanka udzieliła się wszystkim. Siedziałem w kuchni, powoli sącząc kawę a rodzice oglądali coś bzdurnego w telewizji. Dzień z założenia miał być nudny. Jak każda niedziela. Zakupy, filmy i wspólny obiad, którego nie cierpiałem. Zawsze jadłem osobno, o innej porze lub na mieście.W tym dniu nie musiałem tylko wytrzymać z nimi przy stole, ale również opowiadać, jakie to ja mam cudowne życie, jak wszyscy mnie kochają i lubią.
- No.. Frankie, jak tam nowa szkoła? - zapytała mamuśka.
-Tsałkiem spsoko - odpowiedziałem z pełnymi ustami. Im szybciej zjem, tym szybciej mnie tu nie będzie.
- Masz jakiś przyjaciół? Fajne dziewczyny..? - zachęcił do rozwinięcia ojczym. Irytowało mnie to w jego zachowaniu.
- Dwóch przyjaciół, dwóch kumpli. Zero dziewczyn- niech się troszkę powkurza. Nie cierpiał kiedy nie mówiło się do niego zdaniem.
- Na pewno zero dziewczyn..? - wskazał palcem na malinkę. O nie. Zupełnie o niej zapomniałem. Była teraz w niebezpiecznie widocznym miejscu.
- Wysypka. Po akupunkturze. - wiem, głupia wymówka. Ale na tyle głupia, że uwierzył. - Zjadłem, mogę iść? - to mówiąc podniosłem się z krzesła. Mama pokazała gestem ręki, żebym zaczekał.
- A ci koledzy.. Bez nałogów? Bez problemów z policją? Zboczeńcy? Homolce? - mówiła coraz głośniej, jakbym miał potwierdzić każde jej słowo. Patrzyła jednak troskliwie. Wiem, że ciężarne kobiety mają huśtawki nastrojów, ale żeby aż tak?
-Nie wiem, raczej nie. - pobiegłem do pokoju. Wiedziałem, że będzie teraz miała więcej pytań niż kiedykolwiek. Boję się. A co jeśli... dowie się o mnie i Gerardzie?
*
Poniedziałek zaczął się jak każdy inny dzień. Dziwnym trafem obaj z Gerardem przesiedzieliśmy całą matmę w klasie. Mój towarzysz w prawdzie spał, ale i tak to był postęp. Na wuefie znowu robiłem za babę. Tym razem nie przeszkadzało mi to, bo mogłem bezkarnie trzymać za rękę kogoś kogo kocham.
- Słuchajcie. - zawołała po lekcji nauczycielka - to ostatnia lekcja poloneza - grupa uczniów zareagowała głośnym "wee" - ale.. - nastała cisza - zaczniemy tańczyć walca ! - okrzyki niezadowolenia. Kobieta wskazała na mnie i Gerarda - a wam panowie, załatwię partnerki, żebyście nie musieli się męczyć. - i odeszła.
- Ja jednak wolałbym tańczyć z tobą.. - szepnął mi do ucha przyjaciel. Odprowadził mnie pod salę chemiczną. - Myślisz, że wypada, żebym cię pocałował w szkole?
- Myślę, że nie..- odparłem. Tak, chciałem, żeby to zrobił. Ale było tu za dużo ludzi. Gerry zrobił naburmuszoną minę i odwrócił się do mnie plecami. - Słowo, jakoś ci to wynagrodzę..
- To na razie, jak co zadzwonię! - odbiegł w podskokach popiskując radośnie jak mała dziewczynka, która dostała kucyka. Chyba za dużo sobie pomyślał.. Kurde. Jestem coraz bardziej zboczony. Zadzwonił dzwonek. Chemia.
Siedziałem cicho w swojej ławce, kiedy usłyszałem ciche, kobiece "cześć". Moja partnerka na chemii nie dawała mi spokoju. Odwróciłem się do niej, a wtedy zaniemówiłem. Zamiast plastiku widziałem coś na kształt metalówy. Kłusa bluzka (chyba Splayer'sów) z wielkim dekoltem, pieszczochy na rękach, kolczasta obroża na szyi. Miała jeszcze podarte jeansy i czerwone trampki. Jej blond włosy zmieniły się w czarną plątaninę kosmyków, a różowa tapeta została zastępiona mrocznym make-up'em. Jeśli chciała kogoś zszokować - udało jej się bez dwóch zdań. Ale jeśli chciała się podszyć pod metalówę...
- Nie odpowiesz mi? - zapytała i zatrzepotała doklejanymi rzęsami.
- Lola? - kurde, zabrzmiało za słodko. Z tą laską było coś nie tak. Pokiwała głową. - woo..w. cześć.- nie, nie będę z nią dłużej gadał. Położyłem się na biurku. Dziewczyna zaczęła paplać o jakiś ubraniach, które długo szukała, bo nic czarnego nie było.. tym bardziej byłem pewien, że ten metal to tylko poza. Ale dlaczego?
-Frank, czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - zapiszczała mi do ucha. Zachwiałem się, spadając z krzesła i wywołując wśród uczniów falę śmiechu - Więc, ty jesteś dobry z chemi, prawda?
- Tak, ale jej nie cierpię. - wysyczałem. Nie tylko chemii nie cierpię.. Na następnej lekcji chyba się przesiądę.
- A umiałbyś wytłumaczyć ..?
- Chyba tak, a co? - bałem jej się coraz bardziej.
- Na.. ja.. wiesz, będzie sprawdzian, i.. yy.. czy mógłbyś dać mi korepetycje? - kończąc zdanie zrobiła tak błagalne oczka, że nie mogłem jej odmówić. Ale nie ma nic za darmo..
- Dobra..- zapiszczała radośnie. Wszystkie oczy zwróciły się na nas. - ogar. Ale jak dam ci korki, to się odczepisz? - spojrzałem na nią z triumfalną miną. Uśmiech zszedł jej z twarzy. Smutno pokiwała głową. - Super.
Zadzwonił dzwonek. Chciałem jak najszybciej wyjść z klasy. Wychodząc jednak wpadłem na Gerarda.
- Gerry? - zapytałem. Głupek ze mnie, jasne, że to on. - co ty tu robisz?
- Odbieram mojego ukochanego przyjaciela z lekcji.. - Uśmiechnął się uroczo. - a tej co?
Wskazał na Lolę, która zmierzała w kierunku kilku dziewczyn w różowych topach. Mówiłem, że ten metal to poza? Zaczęła im coś opowiadać i po chwili z ich gardeł wydobyły się dźwięki gorsze niż kocia muzyka. Spojrzały na mnie, zaczynając lekko chichotać. Moja znajoma podeszła do mnie, podając świstek papieru.
- Tu masz mój numer. I adres. Może być czwartek? - uśmiechnęła się szeroko. Gerard ścisnął mocno moją dłoń. Chyba się wkurzył.
- Ta, im szybciej, tym lepiej. - powiedziałem chłodno i ruszyłem wraz z moim kompanem w kierunku schodów. Pozwolił się ciągnąć aż to parku, nie zamieniając ze mną ani słowa.
- Dobra, o co chodzi. - zapytałem lekko wkurzony. Gee też miewał swoje humorki.
- Czego ona chciała? Nie podoba mi się.- powiedział tak cicho, że ledwo usłyszałem. Wbił wzrok w ziemię. Chyba był zazdrosny.
- Spokojnie, ja mam ją tylko nauczyć na sprawdzian z chemii.. - nie bardzo go to przekonało.-Obiecała, że potem da mi spokój..- Spojrzał na mnie, a ja cmoknąłem go w czubek nosa. - Pamiętaj, to ciebie kocham.
- Jesteś mój.. - wyszeptał i wtulił się we mnie. - Tylko mój...
***

A teraz życzę wam wszystkim wesołych, rodzinnych i radosnych świąt.
Mokrego dyngusa i Bogatego króliczka..
Wszyscy się cieszmy, że mamy wolne.
< 3

1 komentarz:

  1. kolejny świetny rozdział ;D Czytam każdy wpis, oby tak dalej ! ;)

    OdpowiedzUsuń