czwartek, 21 lipca 2011

part ten < 3

łiii!. Powoli zaczynam się martwić o moje zdrowie psychiczne. Nie przed enjoy.
***
Obudziłem się, jednak wciąż nie otwierałem oczu. Było mi dobrze. Miękko, przytulnie... obok czułem ciepło ukochanego chłopaka, który wciąż leżał na moim ramieniu słodko pochrapując. Odszukałem wargami jego czoła i leniwie pocałowałem. Mruknął, po czym obrócił się na na drugi bok, ściągając ze mnie głowę. Podniosłem powieki i niechętnie usiadłem na skraju łóżka. Przez okno w dachu do pokoju wdzierały się poranne promienie słońca. Po pomieszczeniu z gracją poruszały się drobinki kurzu. W koło wszystko wyglądało radośnie, jakby cieszyło się z nowego dnia. W cieniu pozostawało tylko małe łóżko. Cicho z niego wstałem i przeszedłem do przeciwległej łazienki.
Toaleta należała prawdopodobnie tylko do Gerarda. Panował w niej podobny bałagan jak w jego pokoju. Po podłodze walały się kartki, obierki od kredki do oczu i chusteczki. Mały kosz na brudną bieliznę pękał w szwach. Cóż. Mam chłopaka bałaganiarza. Mam chłopaka... Jakie... ciekawe stwierdzenie. Chłopak ma chłopaka. No bo.. no bo kim właściwie jest dla mnie Gerard ? Przyjacielem? Nie, czymś więcej. Chłopakiem? Kochankiem? Partnerem? Nie. Jest.. po prostu moim Gerardem. Moim i nikogo więcej (mam nadzieję). I jak zwykle rano zapomniałem, po co przywlokłem się do łazienki.
Odkręciłem kurki w kranie. Letnia wodą przemyłem swoje policzki i skronie. Chwyciłem najbliżej leżący ręcznik i wytarłem twarz. Spojrzałem w lustro. Jakiś blady potwór z dziarami na ramionach, trupim wręcz makijaże i tłustymi włosami patrzył na mnie. Ten potwór to ja. Auć. Zacząłem mocno szorować skórę pod oczami wodą z mydłem, co okazało się nie najlepszym pomyłem. Efekt jednak uzyskałem i moja twarz była prawie czysta. Rozejrzałem się jeszcze po pomieszczeniu. Moje lekko szczypiące oczy dostrzegły na wierzchu czarny eye-liner. Odpisuję się troszkę dla Gerarda. Niech się podnieci, a co! Starannie obrysowałem jedno oko. Kiedy kończyłem drugie...
- Fraaank! - usłyszałem płaczliwy krzyk Gerarda, a kredka przejechała mi po połowie policzka. Szybko ją odłożyłem i wybiegłem z łazienki.
- Co jest ?! -wpadłem do pokoju. Siedział skulony na łóżku i nerwowo się rozglądał. Ujrzawszy mnie na jego twarzy zagościł uśmiech. Szybko znalazłem się tuż przy nim i otoczyłem go ramieniem.
- Już nic.. - szepnął. Wtulił się w mój bok. - Bałem się, że mnie zostawiłeś..
- Nigdy cię nie zostawię, głuptasku. - odpowiedziałem i chwyciłem go za brodę. Pocałowałem go. Delikatnie złączyłem nasze wargi. Założyłem mu ręce za głowę mocniej do siebie przyciskając. Był to zwykły buziak. A jednocześnie niezwykły. Wyrażał.. - Kocham Cię.
- Ja ciebie też. - uśmiechnął się i lekko odsunął. Przyjrzał się mojej twarzy. - Śmiesznie wyglądasz. - i znowu go pocałowałem.
*
Rodzice początkowo trochę się wkurzyli, że nie przyszedłem do domu na noc. Ale kiedy opowiedziałem i m, co się stało z Mikey'em i że musiałem przypilnować Gerarda.. uznali, że zachowałem się bohatersko. Ja bym tego tak nie nazwał, ale okej. Dało mi to jednak spokój i mimo, że wróciłem dopiero po dziesiątej (ta.. przy Gerardzie czas mija tak szybko..) nie miałem aż tak przerąbane. Tylko trochę krzyku.
-Frank.. - zaczęła moja mama i uśmiechnęła się delikatnie. Jej brzuch był coraz większy. - Wyjeżdżamy.
- Że jak?! - krzyknąłem, opluwając się płatkami, które jadłem na niedzielne śniadanie. - Nie możemy, ja..
- Oj, przestań. - burknął Greg, który właśnie znosił niedużą walizkę ze schodów. - To tylko tydzień, a ty jesteś już dorosły. Poradzisz sobie bez nas.
- Ale wy.. aa.... - czyli niepotrzebnie się bałem. Musiałem się nieźle opanować, aby nie szczerzyć się jak głupi. Wolna chata. Godziny słuchania muzyki podkręconej na maksa, męczenie gitary.. Może jakaś mała impera? A.. albo zaproszę Gerarda. Teraz już nie udało mi się powstrzymać uśmiechu. Zapewne wyglądało to dziwnie. Mama troskliwie się na mnie spojrzała.
- Dobrze się czujesz? - zapytała. Powąchała mleko z mojej miseczki, a stwierdziwszy, że jest świeże, pokręciła głową.
- Całkowicie. A tak z czystej, ludzkiej ciekawości.. kiedy wybywacie?
*
W poniedziałek nie poszedłem do szkoły. We wtorek też nie. Miałem tak przeogromnego lenia, że nawet nie chciało mi się wstawać z łóżka. Z głośników leciała punkowa muzyka, a ja wystukiwałem jej szybki rytm długopisem o ścianę Zupełnie się nudziłem i nie wiedziałem jak wykorzystać cały ten wolny czas. Oczywiście nie pojadę do szkoły, mimo, że rodzice zostawili mi starego pickup'a na wszelki wypadek. Eh, trudno. Coś się wymyśli. Podniosłem się lekko na łokciach i spojrzałem na zegarek. Troszkę po jedenastej. Zwlokłem się z łóżka, nie chcąc dalej słuchać burczenia mojego brzucha. Wychodząc z pokoju poczułem krótką wibrację w kieszeni. U, dostałem esemesa. Spojrzałem na nadawcę. Zrobiło mi się nagle bardzo gorąco. Od Gerarda. Ciekawe co napisał. " Kochanie, czemu Cię nie ma? :'(". No, w sumie mogłem się tego spodziewać. Trzeba to jakoś rozegrać. ... I go namówić, żeby przyjechał. "A wiesz, mam wolną chatę.. ii.. " szybko wstukałem na klawiaturze. Zszedłem na dół i nalałem sobie zimnej kawy do kubka. Zdążyłem wypić połowę drugiej porcji, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Chwycił przynętę, mądrala.
Podszedłem do drzwi i dopiero skapnąłem się, że znowu jestem w samej bieliźnie i koszulce. Już mnie tak widział, ale nie zmienia to faktu, że lekko się zawstydziłem. Otworzyłem, a Gerard szeroko się uśmiechnął.
- Wiesz, że wyciągnąłeś mnie z matmy? - zapytał, jakby był tym oburzony.
- Potem się odwdzięczysz.. - mruknąłem i stanąłem na czubkach palców, żeby być troszkę wyższym od niego.
Delikatnie cmoknąłem go w usta. Na tym oczywiście się nie skończyło. Założyłem mu ręce na szyję mocno do siebie przyciągając, a on złapał mnie za koszulkę. Wolno rozdzielił nasze wargi i zaczął całować moją szyję i obojczyki. Stałem tak, oddając się jego poczynaniom. Wtedy usłyszałam jakieś ciche klapnięcie. Otworzyłem oczy i spojrzałem z ponad ramienia Gerarda. Mój ukochany się odwrócił. Przed furtką do mojego domu stał mały chłopiec, któremu właśnie spadł lód z patyka. Szeroko otwartymi oczami patrzał na nas, podobnie jak my teraz na niego. Gerry posłał mu buziaka. Chłopiec krzyknął i uciekł. Złapałem przyjaciela za ramię i wciągnąłem do mieszkania, zatrzaskując za nami drzwi.
- Chyba nie powinniśmy okazywać sobie czułości w miejscach publicznych lub takich na widoku.. - mruknąłem. Gerard oparł się o ścianę obok mnie. Zachichotał.
- Nie kłam, jesteś zazdrosny, o to, że to mu posłałem buziaka.. - powiedział, co po chwili przerodziło się w śmiech. Dobra, to się powygłupiajmy.
- JA? ZAZDROSNY?! - wrzasnąłem, na co Gee jeszcze głośniej się roześmiał. Nie jestem niestety tak dobrym aktorem jak on. Tak naprawdę nie byłem zazdrosny, bo w sumie o co.
- Tak, ty. - wykrztusił, trochę się uspokajając.
- Coś masz humorek.. - tak, był strasznie radosny. - Co ty brałeś? - Gerry zmierzył mnie groźnie wzrokiem.
- Nic, jestem szczęśliwy. - mocno zaakcentował ostatnie słowo, machając przy tym rękami, które ostatecznie wylądowały na mich ramionach. - Kocham Cię, wiesz? - uśmiechnął się zadziornie.
- Wiem , ale możesz powtarzać w nieskończoność. - cmoknąłem go delikatnie w usta. - Masz ochotę na jakiś film?
Drugi nędzny horror przeleciał na ekranie telewizora. Nie widziałem wcześniej ani jednego z nich, ale łatwe do przewidzenia było, że główni bohaterowie pójdą dołóżka nienaturalnie szybko a potem jedno z nich zginie. A potem drugie popełni samobójstwo. Jedynym pozytywem było to, że cały czas wtulałem się w Gerarda, momentami przerywając seans jakimś buziakiem. Wcisnąłem czerwony przycisk na pilocie, po czym ekran nabrał czarnej barwy. Chłopak spojrzał na mnie krzywo.
- Nudne to. - burknąłem. Przycisnął mnie do siebie mocniej.
- To co chcesz robić? - zapytał, po czym zaczął całować moją szyję.
- A jak myślisz? - wstał z kanapy i.. podniósł mnie. Przeszedł ze mną kilka kroków i stanął.
- Em.. gdzie jest twój pokój właściwie?
Gerard romantycznie wniósł mnie po schodach, co było równie niewygodne dla niego jak i dla mnie. Ale trudno, skoro mu się chciało, to proszę bardzo. Sam rozpoznał które drzwi były do mojego pokoju (może to przez ten duży plakat Metalliki który na nich wisiał) i otworzył je lekkim kopnięciem. W sumie mogłem tu trochę ogarnąć, zanim go zaprosiłem, ale bałagan był i tak dużo mniejszy niż w jego pokoju. Rzucił mnie na łóżko i po chwili sam leżał na mnie. Potem.. do końca nie pamiętam co się działo. Jakby od razu odpłynąłem rozkoszując się jego ustami, jego ciałem. Nie wiem jak długo się pieściliśmy, w każdym razie Gerard strasznie szybko się zmęczył i zasnął. Nagle złapały mnie swego rodzaju wyrzuty sumienia, o to, że nie powiedziałem mu jeszcze, jak kiedyś Lola się na mnie rzuciła. Muszę to jakoś załatwić. Wyciągnąłem telefon i niechętnie wybrałem jej numer. Odebrała po dwóch sygnałach.

***
baaardzo przepraszam, że tak długo czekaliście. zakończenie jest po prostu dupne, ale nie miałam na nie pomysłu. Z całej serii zostały jeszcze tylko dwa odcinki, są już napisane, kolejny za dwa dni (jej, ale szybko). Przeprasza jeszcze raz ^^;

2 komentarze:

  1. Woow :D odważne :))) skąd Ci przyszło do głowy by napisać o czymś takim? :P Podoba mi się ;d Będę zaglądać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hym..no sama nie wiem, to nie do końca mój pomysł, po prostu istnieje taka idea połączenia dwóch członków zespołu My Chemical Romance, Gerarda i Franka, jakoby mieli romans. Wiele osób się o tym rozpisuje, możesz zobaczyć inne blogi w linkach. Moim zdaniem oni cholernie do siebie pasują, przez co no.. no razem są tacy pretty tugeza < 3

    OdpowiedzUsuń