***
part eleven < 3
Czekałem dobre pięć minut w miejscu, w którym się umówiliśmy. W końcu, zobaczyłem jak idzie z kimś, kogo płci nie umiałem rozróżnić. Zamienili kilka słów i szybko, w długich butach na niskim obcasie, podbiegła do mnie. Wyglądało to śmiesznie, jakby zaraz miała się przewrócić. Jakimś cudem udało jej się przebyć ponad sto metrów bez upadku. Omiotłem ją wzrokiem i, ku mojemu zdziwieniu, pierwszy raz odkąd ją poznałem wyglądała dobrze. Krótka, zwiewna spódniczka z kwiatowym wzorem i do tego biały, dopasowany bezrękawnik, eksponujący jej duży biust. Na szczupłych nogach miała jeszcze brązowe kozaki a na rękach i szyi skórzaną, lekka biżuterię. Loki, teraz koloru delikatnego blond, wyglądały prawie naturalnie. Czyli co, ewolucja z plastiku, przez nieudany metal do .. hm.. nie orientuję się w modzie, ale chyba nazwałbym to a la country. Okay, nie mówmy o jej wyglądzie.
Kiedy znalazła się obok mnie skuliłem ramiona, bałem się, że znowu się na mnie rzuci. Zaskoczyło mnie, że spokojnie stanęła i wyciągnęła rękę.
- Cześć Frank. – przywitała się. Podałem jej dłoń i lekko potrząsnąłem. Szybko puściła, co mnie ucieszyło. – Czemu nie było cię w szkole, chciałam pogadać.
- Em.. no nie chciaaało mi się. – leniwie ziewnąłem, jakbym nie spał od kilku dni. Dziewczyna zachowywała się inaczej niż w szkole. Nie przybliżała się do mnie za blisko, nie trzepotała długimi rzęsami, ani nie uśmiechała się zalotnie. Czy ja na pewno spotkałem się tu z Lolą?
- Aa.. więc.. – wzięła głęboki oddech. – Chciałabym cię o coś prosić. Możemy zapomnieć, o tym co zaszło między nami? Wiem, wiem że mnie kochasz i będzie to dla ciebie bardzo trudne, ale.. musisz wiedzieć jeszcze coś. Ja.. kogoś poznałam. I.. chyba rozumiesz, muszę z tobą zerwać. Możemy zostać przyjaciółmi. – na koniec uśmiechnęła się serdecznie.
Moja mina zapewne przypominała coś w stylu „wtf”. A raczej pisane dużymi literami. Kolejny dowód na to, że zupełnie nie rozumiem kobiecej mentalności. Chciałem się roześmiać. Jak nic. Tą jej wypowiedzią, w przenośni, mnie zabiła. Szczęście, że nie zabrałem ze sobą Gee, nie miałabym spokoju i ciągle by mi to wypominał, mimo, że mnie kochał. A ja go.
- A coś zaszło? – zapytałem wesołym głosem. Również się uśmiechnąłem. Naprawdę nie chciałem pamiętać, co wtedy, jeden raz się wydarzyło, kiedy mojej znajomej odbiło.
- No nic. – powiedziała, śmiejąc się. Nagle mnie uściskała, krótko. Oderwała się i pomachała do osoby z którą przyszła. – Chciałabym, żebyś ją poznał.
Zanim zdążyłem o cokolwiek zapytać, podbiegła do nas inna dziewczyna, ta była prawdziwym metalem z krwi i kości. Przynajmniej takie stwarzała wrażenie. I, odwrotnie niż w przypadku Loli, wyglądała w tym dobrze. Objęła ją od tyłu, a że była wyższa oparła głowę o jej ramię i pocałowała w obojczyk.
- To Mariola. Moja dziewczyna. – powiedziała i cmoknęła Mariolę w czoło. – Wiem, co możesz myśleć, ale to ją kocham, nie bądź, proszę, zazdrosny.
Kopara mi opadła. Niestety, Lola mogła to źle zinterpretować. Dlaczego tak zrobiłem, nasuwa się pytanie. Sam nie wiem, po prostu nie wyobrażałem sobie Loli jako.. lesbijki. Gdyby nie to, że obie były obok mnie, pewnie tarzałbym się po ziemi ze śmiechu. Dobra, może źle sam reaguję, przecież jestem z Gerardem, więc praktycznie rzecz biorąc jestem.. gejem. O kurwa.
- Tak cię to boli? – wyrwała mnie z zamyślenia Lola.
- Właśnie nie, kamień spadł mi z serca.- krzyknąłem radośnie. Dziewczyna zrobiła smutną minką. Mógłbym jej teraz dowalić i powiedzieć, że nie było żadnego czegoś między mną a nią. Było tylko coś od niej do mnie. Jednak, jako że mam dobre serce, postarałem się dobrze zagrać moją rolę. – Spokojnie, nie chodzi o ciebie, ale też kogoś mam.. to znaczy.. ile wy jesteście razem? – tak nagle mi się wyrwało.
- Hm.. – Lola się zamyśliła. Znowu zaczęła robić z siebie „idiocę”.
- Od piątku. Poznałam ją na koncercie. – podsunęła Mariola.
- Nie, myślisz, że to nie było w sobotę, bzybziaczku?
- Oh, nie, jestem przekonana, że piątek, może niedziela.. słoneczko?
- To my naprawdę tak krótko jesteśmy?
- Nie, jeśli od piątku.
- Ale to była sobo..
- Ysz, dobra. – przerwałem im mega inteligentną wymianę zdań. Siebie warte, gratuluję dopasowania. – To może ja was w spokoju zostawię.. – nie czekając na odpowiedź z ich strony obróciłem się na pięcie i odszedłem.
- Frankie, czekaj, nie bądź zły.. – zaczęła Lola. Machnąłem ręką. – A ty kogo masz?
- Kiedyś się dowiesz. – dobrze, może jest dziewczyną w stylu „słodka idiotka” ale myślę, jak na razie, że może spróbuję się z nią poznać w sposób koleżeński. Nie mogę przegapić okazji na słuchanie kolejnych mądrości w jej wykonaniu.
*
Stary pick up robił niezły hałas na drodze. Nie lubiłem tego samochodu, ale rodzice jak na razie nie mieli zamiaru pozwolić mi prowadzić bmw. No dobrze, jeździłem za szybko, kiedyś zaliczyłem kilka stłuczek. W każdym razie, to i tak nie fajne.
Dotarłem do domu, zaparkowałem auto na podjeździe i cicho podszedłem do drzwi. Ciekawe, czy Gerard jeszcze śpi. Podniosłem doniczkę, pod którą ukryłem klucz. Zanim jednak wsadziłem go do zamka, drzwi się otworzyły i ujrzałem z nich mojego ukochanego. Miał mokre włosy, moją czarną, kilka rozmiarów za dużą, koszulę i krzywy grymas na twarzy. Nie wiedziałem o co może mu chodzić. A, może się wkurzył, że na chwilkę go zostawiłem. Wyciągnął rękę i strzelił mi „z liścia”. Otworzyłem szerzej oczy i usta. Wtedy złapał mnie za ramiona, przyciągnął do siebie i mocno, mocno pocałował. Dobrze, nie rozumiem mentalności kobiet i Gerarda. W brew pozorom jest mężczyzną. Zrobiłem kilka kroków do przodu i zatrzasnąłem drzwi. Całowaliśmy się jeszcze chwilę i mnie puścił. Odszedł kilka kroków i schował twarz w dłoniach.
- Jak ty tak mogłeś mnie zostawić? – udawał płacz, ale wiedziałem, że gra. Tak serio, był wręcz czerwony od powstrzymywania śmiechu.- Zostawić mnie, kiedy byłem taki .. taki..
- Napalony? – podpowiedziałem. Pokiwał głową. – A kiedy nie jesteś? – teraz już się roześmiał. Mnie udało się zachować tymczasowo jako taką powagę. – Co ty tak ogólnie odwalasz?
- No a nie widać? – oburzył się, przerywając śmiech. – Udaję idealnego kochanka.
Dobra, on mógłby dopełnić Lolę i Mariolę, razem tworząc paczkę „pretty idiots”. Nie, wiecie, że żartuję. On jest mój i tylko mój. Tak ogólnie powiem wam, że reszta dnia upłynęła nam, inaczej niż się spodziewacie, na rozmowie. Mówiliśmy o wszystkim, tym co nas najbardziej wkurza, co jest najgłupszego w szkole i inne bzdety. Kiedy Gerard wypije kawę zaczyna się uspokajać, już mu tak nie łupie w głowie. Potem zaczęliśmy rozmawiać o naszych przyjaciołach. Dowiedziałem się niektórych ciekawostek, o Ray’u, Bobie i Mikey’u, których tak naprawdę nigdy bym nie chciał poznać. A właśnie, skoro jesteśmy przy Mikey’u. Gee powiedział mi, że już się obudził i jest z nim całkiem dobrze. Czuje się słabo, fakt, ale stracił dużo krwi. Oprócz tego pewną rzeczą, która myślę była również poważna, poznał tam młodą pielęgniarkę, a właściwie wolontariuszkę, która tam pomagała. Z opowieści wynika, że chyba wpadła młodemu w oko. A potem gadaliśmy już o totalnych bzdurach. Udało nam się nawet razem obejrzeć operę mydlaną w telewizji, przedrzeźniając wszystkich występujących tam aktorów. Nie wiem do końca czemu czułem się cały czas jak na prochach. Nie, nie próbowałem i nie zamierzam próbować, ale wyobrażam sobie to uczucie. Uczucia.. oczywiście w pewnym momencie nasze rozmowy musiały wejść na te tory. Gee jakby zaczął się blokować, chciał omijać, odbiec od tematu. Też nie lubiłem mówić o moich poprzednich miłostkach, ale chciałem również poznać z kim się wcześniej spotykał mój ukochany.
- Miałeś kogoś wcześniej? – zapytał w pewnym momencie, kiedy myślałem, że konwersacja skończona.
- Mhm.. – mruknąłem. – Taa.. znaczy.. no tak. Miałem w sumie dwie dziewczyny. Z jedną chodziłem w gimnazjum, to wiesz, takie chodzenie, że się w szkole przytulacie, całujecie, tańczycie razem na imprezach, ale żadne jakieś głębokie uczucie. Ogólnie to było całkiem fajne. Potem przez długi czas nie miałem nikogo, i wtedy, wkraczając do szkoły średniej natrafiłem na jedną z najpopularniejszych dziewcząt. No i wpadłem jej w oko. Była okropnie szybka, jak dla mnie aż za. Nie chcesz wiedzieć, jak szybko zaciągnęła mnie do łóżka. Równie szybko z nią zerwałem, miała na boku przynajmniej kilkanaście flirtów, nie podobało mi się to. Potem znowu byłem sam. I teraz jesteś ty. Mam nadzieję, że na jak najdłużej.Na zawsze.
- Też mam taką nadzieję. – powiedział i przytulił się do mnie.
- A ty..?
- Nie chcę o tym mówić. – warknął. Zrobiło się nieprzyjemnie. Jakby się wstydził.
- Mnie możesz powiedzieć wszystko. Przecież wiesz. – pogłaskałem go po głowie. Spojrzał na mnie smutnymi oczyma po czym westchnął.
- Dobra. – próbował uciekać wzrokiem. – No.. pierwsze dziewczyny miałem w zeszłe wakacje. Moi dawni znajomi wzięli mnie na wakacje, a jako, że wszyscy byliśmy już pełnoletni, chodziliśmy po pijackich imprezach, większości z nich nie pamiętam. Działo się, oj działo. Ale to nie do końca to czego się wstydzę. Więc widzisz, kiedy tak skończyliśmy stwierdziłem, że związki na jedną noc mnie nie kręcą, chciałbym mieć kogoś na stałe. I wtedy pojawił się.. – Gee chwilę czekał, to co mówił najwyraźniej bardzo go bolało. – on. Nie wiedziałem, że polecę na faceta, to było początkowo nienormalne, niemoralnie i tak podobnie. Ale okay. No i się stało, poznał mnie, ja go, wielka miłość. Tak naprawdę tylko z mojej strony. Był siedem lat starszy. Wykorzystał mnie. Zabawiał się mną tak często jak tylko miał ochotę. A uwierz, był naprawdę.. niewyżyty. Przestawało mi się to podobać, zacząłem nadużywać leków, żeby nie płakać, żeby serce mi nie pękało. Wiedzieli o tym tylko Ray, Mikey, Bob i jeden z moich dawnych kumpli. Ten ostatni już tu nie mieszka, wyjechał, a przed wyjazdem powiedział o mojej jakże innej orientacji w szkole. Byłem na skraju załamania, zacząłem uciekać do takich głupot jak cięcie się czy upijanie do nieświadomości. Wtedy tamten mnie rzucił, stwierdził, że mu się znudziłem. Następnie coś czego ci nie powiem. – naprawdę bałem się wiedzieć. Jak na razie bardzo mnie przeraził, nigdy nie sądziłem, że miał tak.. ciężko. – Dobrze, powiem. Miałem próbę. Prawie by się udała, gdyby Mikey w pewnym momencie nie wszedł do łazienki. Leżałem w szpitalu trzy tygodnie, a kiedy wyszedłem cała szkoła miała mnie już za totalnego debila. Zostali mi tylko trzej przyjaciele, w tym brat, nikt inny nie chciał się ze mną na dłuższą metę kolegować. Chciałem znowu zacząć brać leki. A wtedy pierwszy raz mi się przyśniłeś. To było jak narkotyk, tylko że sen. Umiałem przespać piętnaście godzin dziennie, byleby o tobie myśleć. Tyle, że wtedy nie wiedziałem, że to ty. Pamiętasz, jak kiedy się poznaliśmy starałem się być z tobą cały czas, mimo, że dobrze się nie znaliśmy? – pokiwałem głową. Jak bym mógł zapomnieć. – No to widzisz dlaczego. Jesteś moim narkotykiem, a ja jestem naprawdę mocno już uzależniony.
- Nie pozwolę ci na odwyk. Kocham cię. – przycisnąłem go do siebie jeszcze mocnej. Delikatnie pocałował mnie w usta. Potem już nie mówiliśmy o niczym, tylko sprawdzaliśmy, jak bardzo to zmieniły się nasze ciała pod koszulkami przez ostatnie kilka godzin.
**
Yep. Odcinek troszkę nudny, aczkolwiek nie miałam na niego pomysłu. Początkowo wszystko miało być inaczej, ale zajęłoby mi to dużo więcej czasu, a nawet na wakacjach, nie mając neta i nic lepszego do robienia i tak leń trzyma. Osobiście zabiła mnie ta Lola.. to takie głupie, ale niestety, znam tego pokroju laski [z tą różnicą, że one są 100% hetero]. To przedostatni odcinek, następny będzie za kilka dni. Powiedzcie mi tylko, czy chcielibyście, odnośnie nowego opowiadania, kolejnego szkolnego frerarda, co prawda w zupełnie innej formie, ale zawsze, czy coś w innym stylu, ale tu podsuńcie mi pomysły, bo na razie nie mam. ^^;
Odcinek jak każdy poprzedni bardzo fajny;)
OdpowiedzUsuńMasz talent ;) ;p
A co do kolejnego opowiadania to mogło by być;D