piątek, 24 czerwca 2011

part nine < 3

Na wstępie chciałabym przeprosić, że tak długo nic nie pisałam tutaj. A właściwie nigdzie, bo wampirze opowiadanie jest po części napisane i tylko wklikiwane na komputer. Strrrasznie się rozleniwiłam po wycieczce, a potem poprawianie ocen, stan zabujania, dużo samotności, wszystko naraz zaatakowało. Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Zasadźcie mi mocnego kopa w dupę! Więc. Postaram się teraz więcej pisać, bo są wakacje i jak najszybciej skończyć opowiadanie. Mam kolejne 3 pomysły na inne. Odcinek cienki, wiem, ale.. no nie mam już idei na te opowiadania :( i sorry, że krótkie.
Enjoy.

***
Uderzył mnie silny wiatr. Zamknąłem oczy. Proszę, proszę, niech to będzie jeden z tych nocnych koszmarów. Niech obudzę się w moim ciemnym pokoju.. Podniosłem powieki. Nie.. Znowu widziałem to samo, co przed chwilą. Ciało Mikey'a odrzucone na chodnik po drugiej stronie ulicy, obok niego kałuża krwi. Był blady. Trupio blady. Czy on.. Wzdrygnąłem się. Nie mogę nawet dopuścić takiej myśli. Obejmująca mnie ręka puściła. Gerard upadł na kolana. Schował twarz w dłoniach i zaniósł się płaczem. Obejrzałem się na pozostałych przyjaciół. Patrzeli tępo przed siebie, nie wiedząc, co robić. Coś się we mnie obudziło. Instynkt samozachowawczy. Po pierwsze - nie dać się emocjom. Po drugie - liczy się czas. Po trzecie - zrób coś!
Wyciągnąłem telefon i podałem Bobowi.
- Dzwoń na pogotowie. - zarządziłem. Potrząsnął głową i pospiesznie zaczął wystukiwać numer. Odszedł na kilka metrów. - Sprawdź, czy.. - zwróciłem się do Ray'a.
Szybko przebiegł ulicę. Znalazł się przy Mikey'u. Odchylił mu głowę do tyłu i zbliżył ucho do jego nosa. Nasłuchiwał chwilę, po czym niemrawo się uśmiechnął. Przykucnąłem obok Gerarda leżącego na chodniku. Cały się trząsł. Przysunąłem się lekko, a on rzucił mi się na szyję. Głośno płakał, mocząc przy okazji moje ubranie.
-F..F..Frank.. z..zrób..ccoś.. - wycharczał, połykając łzy. Przycisnąłem go do siebie i poklepałem po plecach.
-Ci.. będzie dobrze..- gdybym miał teraz wolne ręce, za pewne zaliczyłbym facepalm'a. Głupi, głupi ja, ten tekst nie pomaga. Ale.. co mam robić? Podszedł do nas Bob.
- Będą za mniej niż 10 minut.. - szepnął. Spojrzał na mnie. - Co teraz? - zapytał i rozłożył ręce.
- Nie.. - nie zdążyłem odpowiedzieć, bo Gerard mi przerwał.
- Z.. Zadzwoń po moich rodziców.. proszę..
Wszystko wydarzyło się tak szybko. Przybiegli jego rodzice, potem przyjechała karetka. Wszyscy oczywiście się nie zmieściliśmy. Tylko ojciec i matka. Zostaliśmy sami na środku ciemnej uliczki. Odwróciliśmy się i wolno ruszyliśmy przed siebie, w stronę domu Gerarda. W pewnej chwili Bob się zatrzymał.
- A może pojedziemy? Do szpitala? Jestem w stanie jechać.. - zwrócił się właściwie do Gerarda. On nie mógłby teraz prowadzić samochodu na baterie, a co dopiero swojego potężnego motocykla. Spojrzeliśmy na niego wyczekująco.
- Frank.. zabierz mnie do domu.. - szepnął i znowu na mnie zawisł. Przytuliłem go mocno, ale tak, żeby wyglądało to dość naturalnie. Przyjaciele zamilkli patrząc się w drogę.
- Jedźcie. - westchnąłem. Energetycznie zwrócili się w moją stronę. - Tak, pojedźcie. Ja przypilnuję Gerarda, a mając was tam.. no będziemy wiedzieć co się dzieje. - nie czekałem na ich odpowiedź. Po prostu złapałem Gerarda i poszliśmy do jego domu. Przyjaciele posłuchali. Pobiegli do garażu, by po chwili przejechać obok nas na malutkiej zielonej vespie Boba. Ledwo nas minęli i bardzo przyspieszyli. Gerry znowu prawie się przewrócił. - Może cię ponieść? - spytałem.
*
Otworzył drzwi i znaleźliśmy się w ich domu. Podszedłem do pobliskiej kanapy. Miała śmieszne niskie oparcie - sięgało lekko ponad moje kolana oraz znaczną powierzchnię, jakby do spania. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Za pierwszym razem, kiedy tu byłem nie miałem takiej możliwości. Na parterze mieścił się duży salon z kilkoma fotelami, ową kanapą i ogromnym telewizorem, do którego podłączone były różne kable. Obok, odgrodzona tylko niską ścianką, znajdowała się kuchnia i jadalnia. Wszystko urządzone było ze smakiem, w odcieniach brązu.
- Zabawna ta kanapa..- powiedziałem i odwróciłem się do Gerarda. Mierzył mnie dziwnym, głodnym wzrokiem. - Wszystko okay?
- Nie. - odpowiedział. W tej samej chwili skoczył na mnie.
Wpił się w moje usta. Przewróciliśmy się na kanapę. Przycisnął mnie do niej mocno. Całował bardzo łapczywie, nie dając mi nabrać oddechu. Jeździł rękoma po moim ciele. Jedną z nich włożył po moją koszulkę i próbował ją zdjąć. Udało mu się, a wtedy się odsunął. Ciężko dyszał, podobnie jak ja, i chyba chciał znowu znaleźć się na mnie. W ostatniej sekundzie go zatrzymałem. Patrzałem prosto w jego oczy. Pełne były łez. Puścił moje ramiona i bezwładnie usiadł na moich kolanach. Otoczyłem go ramieniem.
- Frank... - mruknął. - zrób coś.. żebym przestał myśleć.. - tylko co?
- Może.. może weź prysznic.. zrobię kawę.. a potem się pomyśli.. - powiedziałem, po czym lekko cmoknąłem go w usta. Wyjątkowo nie odwzajemnił pocałunku.
Wstał i starł łzę z policzka, rozmazując przy okazji makijaż. Wolno podążył do łazienki na poddaszu. Chwilę po nim podniosłem się z kanapy. Poszedłem do kuchni i nastawiłem wodę. Wtedy usłyszałem cichą melodię Mansona z mojego telefonu. Odebrałem.
- Frank? - z słuchawki wydobył się głos Ray'a.
- No. Co u Mikey'a? - zacząłem do razu.
- Więc.. - zawahał się. - Ma.. złamane żebro, stracił dużo krwi i..
- ii..? - zaciekawiłem się. Zaklinałem się w duszy, żeby to nie było nic poważnego.
- Jest w śpiączce. - poczułem swego rodzaju kłucie w sercu. Gardło mi się ścisnęło i nie byłem w stanie mówić. - Spokojnie - uspakajał Ray. - Dają mu dziewięćdziesiąt procent szans.. jak tylko się obudzi wszystko będzie dobrze.
- N..na pewno?
- Tak, nie martw się. A tak właściwie, co u Gerarda, żyje? -zapytał. Trochę nie trafił z pytaniem.
- Ta, bierze właśnie prysznic i..
- Zabrałeś żyletki? Bo.. nie wiem jak teraz, ale.. on się ciął. Ciął i to nieźle. Nikt nie miał na to wpływu..
- Oczywiście. Muszę kończyć.- rzuciłem telefon i biegiem ruszyłem po schodach na górę.
Zza drzwi do łazienki dochodził cichy szum wody. Zapukałem. Nikt nie odpowiedział. Zapukałem znowu. Również cisza. Nacisnąłem klamkę. O dziwo, drzwi były otwarte. Niepewnie zajrzałem do środka. Uderzyła mnie masa pary. Rozejrzałem się się. Gerard stał w zaparowanym prysznicu.
- Gee? - zapytałem. Twarz mojego przyjaciela wychyliła się z kabiny. Spojrzał na mnie, potem na siebie i spłonął na policzkach.
- Frankie? - odpowiedział piskliwym głosem. - Co.. co tu robisz?
- Em.. - no i co tu teraz powiedzieć.
- Poczekasz na mnie w pokoju? Zaraz będę...- uśmiechnął się, po czym gestem ręki wyrzucił mnie z łazienki. Zauważyłem paczkę żyletek leżącą na wierzchu. Chwyciłem je i schowałem do kieszeni. Nie użył jeszcze, mam nadzieję.
Rozsiadłem się na jego niedużym łóżku. Miał tu jeszcze większy bałagan niż wcześniej. Chwyciłem pierwszą lepszą gazetkę i z nudów zacząłem przeglądać. Ekstra, znowu trafiłem na brukowiec. Spojrzałem na stojący przy łóżku zegarek. Było po drugiej w nocy. Nieźle. Napisać sms do mamy? Chyba lepiej nie. Albo tak. Szybko wklikałem na telefonie " Śpię u kolegi" i wiadomość poszła w obieg. W tej samej chwili do pokoju wszedł Gerard wycierający włosy ręcznikiem i ubrany wyłącznie w bokserki. Myślałem, że oczy mi zaraz wylecą. Jest taki ... taki... dobra, opanuj się. Podszedł do mnie, zrzucił mi gazetę z kolan i sam usiadł na nich okrakiem. Odgarnął mi włosy z twarzy. Chwycił mnie za policzki. Mocno przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Nasze usta się złączyły. Wewnątrz rozpętała się prawdziwa burza namiętności. Chciałem przewrócić go na łóżko, jednak był szybszy. Rozdzielił nasze wargi i zaczął cmokać mnie po szyi, obojczykach, klatce piersiowej.. Wiecie, zapomniałem, że nie mam na sobie koszulki. Wstał ze mnie. Podniósł moje nogi, tak, że leżałem teraz jak trup. Odpiął mój pasek i powoli, delikatnie zaczął ściągać ze mnie spodnie. Puścił a wtedy ja zrzuciłem ubranie, pozostając tak samo jak on na samych gaciach (i skarpetkach). Położył się na mnie. Założyłem mu ręce na szyję i ponownie złączyłem nasze usta. Gerard masował moje boki, delikatnie próbując zsunąć moje bokserki. Jednym ruchem obróciłem się, tak że teraz ja leżałem na nim. Odsunąłem się nieznacznie, by móc mu się przyjrzeć. Był mój. A ja byłem jego. Położyłem policzek na jego piersi. Cmoknął mnie w głowę, a potem coraz niżej, i niżej, aż zatrzymał się na pępku. Objął mnie w pasie. Podciągnął mnie do pozycji siedzącej. Jedną ręką chwycił mnie za brodę. Patrzeliśmy sobie prosto w oczy, jakby odkrywając siebie na nowo. Wolno zbliżył się. Złożył na moich ustach subtelny pocałunek. Czułem się cudownie. Chciałem tak zostać na zawsze, ale Gerard przycisnął się do mnie mocniej, łącząc nasze języki, które teraz tańczyły razem w naszych ustach. Tak. Kocham go.
Założyłem ręce za głowę i opadłem na miękką, czerwoną poduszkę. Gerard położył się obok mnie, oparł się o moje ramię i cmoknął w policzek. Podniósł kołdrę, którą zakrył nasze prawie nagie ciała. Zamknąłem oczy. Delikatnie bawiłem się jego włosami co sprawiało mu najwyraźniej przyjemność.
- Wiesz co, Frankie? - zapytał nagle i wbił wzrok w moją twarz. Był spocony, z rozmazanym makijażem, z włosami opadającymi na oczy. Nieogarnięcie jak zawsze.
- Co kochanie? - mruknąłem cicho. Przyjaciel podniósł się na łokciach. Zetknęliśmy się nosami.
- Dziękuję, że jesteś Frankie. Dziękuję. - i znów odpłynęliśmy i odmętach naszych ust.

***
Ckliwe mi się wydaje -.-
Długich, szczęśliwych i frerardowych wakacji wam życzę :D

8 komentarzy:

  1. chyba nie jest aż takie ckliwe.. ;) ale tej sytuacji na łóżku w którymś momencie nie ogarniałam... a tak to git :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też nie ogarniam.. pisałam po trzech kawach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale i tak jest zaje. Mi się tam podoba. ^^ Poor Mikey...

    OdpowiedzUsuń
  4. no, bidulek z Majkusia.. dziękuję, ale twoje i tak jest lepsze ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. E tam... Weż tak mojego opka nie chwal, bo mnie zawstydzasz. XD

    OdpowiedzUsuń
  6. hm.. to może stwierdźmy, że obydwie mamy najzajebistrze opowiadanka i jesteśmy najlepsze w tym co robimy xD i do tego cholernie skromne^^ no i tak jest git :D

    OdpowiedzUsuń
  7. no weźcie ruszcie te swoje boskie dupencje i piszcie coś ;D
    nawet nie wiecie jak mnie wkurza czytanie angielskich fanficków -.-

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale czemu wkurza? Angielskich jest więcej. Tylko trzeba wyłączać tłumacz google, bo więcej człowiek rozumie dzięki swoim umiętnościom, niż temu programowi. -.-

    OdpowiedzUsuń