wtorek, 3 maja 2011

part seven < 3

Mwahahaha, nie miałam najmniejszego pomysłu. Oprócz jednego XD
Ale jest. każdy sam oceni.
Zacieszać.
*
Nie liczyłem dni. Zupełnie zgubiłem się w datach, dniach i godzinach. Wewnętrzna euforia, która mnie teraz wypełniała, utrzymywała się od kilku dobrych dni. Nigdy jeszcze nie byłem tak bardzo i tak długo szczęśliwy. Cieszący się każdą chwilą, każdym słowem, każdym oddechem.. Jakby nie miało być jutra. Odkrywałem i pogłębiałem nieznane mi dotąd uczucie. Wszystko takie piękne, takie przejrzyste, jasne. Wszystko dzięki Gerardowi.
Oddałem dwie kartkówki nauczycielce. Moją i Gerarda. Chociaż to ja napisałem obie, bo mój kompan jak zwykle na matmie, spał. Usiadłem i zacząłem wpatrywać się w duży, biały zegar wiszący na ścianie. Dlaczego ta długa wskazówka rusza się tak wolno? Chciałbym, żeby była już na ósemce. Albo nie. Mogłaby od razu przeskoczyć na za dwie godziny, kiedy obaj mieliśmy koniec lekcji. Pojechalibyśmy gdzieś, może za miasto, aby nacieszyć się sobą na osobności. Coś było w tym zegarze. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Jakby jakaś hipnoza czy coś. W końcu dzwonek zadzwonił. Gerry poderwał się energicznie, przy okazji przewracając krzesło, złapał mnie za rękę i wybiegliśmy z klasy.
Kolejną lekcją był wuef. Ten cały walc nie przypadł mi do gustu. Prawdopodobnie dlatego, że nudziło mnie jego wolne tempo. Tak jak obiecała wuefistka, dostaliśmy kobiece partnerki. I mu chyba bardziej się udało niż Gerardowi. Tańczyłem z małą, chudziutką emo. Nie mówiła wiele, więc to mi pasowało. Gee był w parze z wysoką, gadatliwą cheerliderką. Co chwila oglądał się na mnie i posyłał tęskne spojrzenie, a ja puszczałem mu buziaka. Oczywiście, nie za każdym razem, bo bym nie wyrobił.
- Ten włef powinien być dla chętnych, tylko, no, przecież, no.. - powiedział zbulwersowany po lekcji.
- Ta, a potem jakby wyskoczyła ci fałdka na brzuchu, to nie byłbyś już taki szekszi - zachichotałem lekko. Moja wypowiedź nie miała sensu, bo i tak jest dla mnie najseksowniejszy na całym świecie. Spojrzał na mnie jak na idiotę. Ah, te jego oczka... - No przecież żartuję! - i zacząłem się śmiać. Po chwili dołączył do mnie. Przeszliśmy przez cały park chichocząc jak głupi do sera. Nie zwracałem uwagi na obraźliwe komentarze, jakie rzucano w naszą stronę. Zauważyłem, że to głównie uczniowie ostatnich klas tak reagują. Wielcy mi dorośli, starsi tylko o rok. Nasz wiek jest jeszcze po to, żeby się cieszyć życiem, a nie zachowywać jak trzydziestoletni biznesmen z milionem problemów i brakiem humoru. Gerarda to chyba wkurzało, bo uciszył się pierwszy. Ja również przestałem się śmiać.
- To jak, wyskoczymy gdzieś dzisiaj? - zapytał.
- Chyba znasz odpowiedź? - znał bardzo dobrze. Uśmiechnął się uroczo, pogładził mnie delikatnie po policzku i oddalił się w kierunku dodatkowych budynków szkoły. Kurde, dzwonek.
Chemia to najnudniejszy przedmiot, jaki wymyślił człowiek. Za miłość do tego przedmiotu powinno się palić na stosie. Chociaż dzisiaj było dziwnie cicho i spokojnie. Lola siedziała obok mnie (trochę za blisko, szczerze mówiąc) i była zajęta pisaniem SMS'ów. W końcu, pierwszy raz miałem spokój. Odezwała się dopiero pod koniec lekcji.
- Hej, Frank, to ty dzisiaj do mnie wpadniesz, prawda ?
- Że jak ?! A.. no tak.. - dzisiaj czwartek.
- O szesnastej? - zapytała wlepiając swoje wielkie, niebieskie oczy w moją twarz.
- Ta, pasi. - jak najszybciej wyszedłem z klasy. Nie pasi, przecież umówiłem się z Gerrym. O wilku mowa. Stał właśnie na głównych schodach i czekał na mnie. Od razu poznał, że coś nie tak.
- Hmm? -otoczył mnie ramieniem.
- Daję dziś korki, nie możemy się spotkać...- rzekłem jakbym miał się rozpłakać. Przyjaciel zrobił prześmiewczą minę.
- A gdzie mieszka ta miss metal? - zaśmiał się cicho. Nie znosił jej bardziej niż ja. Wyciągnąłem stary papierek z kieszeni plecaka i podałem Gerardowi. Zamyślił się. - To w centrum. - odparł po chwili. - Może cię zawiozę, w godzinę się wyrobisz, a ja zrobię zakupy? Muszę kupić nowy eye-liner. A potem.. - nie musiał dokańczać. Świadomie uruchomił najniegrzeczniejszą część mojej wyobraźni. Zarumieniłem się lekko, co od razu wychwycił. - Czyli się zgadzasz.
*
Przyjechał o mnie o trzeciej. Trochę wcześnie. Wychodząc oczywiście zatrzymała mnie mama.
- Tak, wychodzę. Dać korki znajomej, a potem na zakupy z Gerardem. - wręcz wyrecytowałem. Matka dziwnie się spojrzała, jednak nic nie komentując puściła mnie wolno. Wybiegłem więc szybko, żeby humor jej się nie zmienił. Usiadłem na motorze i wtuliłem w plecy przyjaciela.
- Na pewno chcesz do niej jechać? - spytał z sarkazmem.
- Nie. Ale jeśli po tym będę miał spokój to tak. - zaśmiałem się. Sam nie załapałem o co w tym chodziło. - Jadziem.
Bardzo ekscytowała mnie jazda na motorze. Duże niebezpieczeństwo, nadmiar adrenaliny i bliskość Gerarda naraz... niesamowite. Jechaliśmy wolniej niż zwykle, jednak droga wydawała się tak krótka, że nie zdążyłem się nią nacieszyć.
Gerard zaparkował pod dużym apartamentowcem. Wow. Miał chyba z 30 pięter. Rozejrzałem się. W koło stały mniejsze kamieniczki, które razem z gmaszyskiem tworzyły coś jakby kwadrat. Wyjąłem karteczkę. Ekstra, jest tylko ulica i numer bloku. Tego wielkiego.
- Szczwana laska, wie, jak zdobyć numer - nie zauważyłem Gerarda, który właśnie zaglądał przez moje ramię i obejmował mnie z pasie. Przebiegł mnie przyjemny dreszczyk. Ciekawe, jak długo jeszcze będę tak na niego reagował.
- Pewnie zapomniała.. - powiedziałem jakby do siebie. Dlaczego ja zawsze szukam innego, racjonalnego wytłumaczenia? Wpisałem numer do telefonu i zadzwoniłem. Odebrała po pierwszym sygnale.
- Halo? - z słuchawki wydobył się piskliwy głos. - Franuś?! - wręcz krzyknęła. Jak ona mnie nazwała?! Poczułem, że poliki mi płoną. Obejrzałem się na Gerrego. On trzymał się za brzuch i bezgłośnie pękał ze śmiechu. Najwyraźniej też to usłyszał.
- Lola, słuchaj, zapomniałaś podać numer mieszkania..- wydukałem.
- Ah.. no.. idiocia ze mnie! Mieszkanie 238, dwudzieste trzecie piętro.- rozłączyła się. Mhm.. nie wiem, czy "idiocia" to nie za słabe określenie.
- Chodź.- machnąłem do Gerarda. Chwycił mnie za ramię i poprowadził aż do windy. Wcisnąłem przycisk z numerem 23. Po chwili drzwi się zamknęły i ruszyliśmy w górę. Wtedy Gerry wcisnął kilka różnych przycisków na raz.
- Co ty robisz ?! Chcesz zaciąć windę?! - warknąłem wkurzony. On jednak złapał mnie za koszulkę i przycisnął do ściany.
- Chcę mieć cię tylko dla siebie.- wpił się w moje wargi. Chwyciłem go za głowę pogłębiając pocałunek. Był taki dziki, nieokrzesany... namiętny. Wolną ręką zaczął majstrować przy moim rozporku.
Winda stanęła i usłyszeliśmy typowy dźwięk otwieranych drzwi. Gerard przestał mnie całować, jednak nadal napierał na moje ciało. Do środka wszedł starszy pan.
- Ooo.. witajcie młodzieży - powiedział, opluwając nas przy okazji. - Ja na 20, do gorących babć..
Spojrzeliśmy po sobie. Myślałem, że zaraz wybuchnę, jeśli się nie zaśmieję. Podobnie mój kumpel. Staruszek zwrócił się do Gerarda.
- A jak się nazywa pani wybranek? - poruszył zabawnie brwiami, jakby chciał przez to wymusić szczerość. Lub go poderwać.
- Jestem mężczyzną - powiedział prosto z mostu. Dziadek zrobił wielkie oczy i opadła mu szczęka. Winda stanęła. - Proszę, dwudzieste.- nie czekając, Gerry wypchnął go z pomieszczenia.
- Tak to być nie może! A potem się dziwią, że dzieci nie mają! - dobiegło nas jeszcze zza drzwi.
- Coś mamy pecha do staruszków.- szepnąłem. Wywołało to u nas głośny śmiech. - Wiesz, że wypchnąłeś go na złe piętro?
- Aj tam, aj tam.- Gerry machnął ręką i jeszcze raz się do mnie zbliżył. - No to teraz.. - winda znowu stanęła.Spojrzałem na numer piętra. 23.
- Muszę iść..-wysunąłem się z jego objęć i wyszedłem. Chciałem zostać. Chwycił mnie za rękę. - Widzimy się za godzinę. - mruknąłem . Gerry spuścił wzrok. Pocałowałem go w czoło. - Kocham cię.
Uśmiechnął się i tyle go widziałem. Szedłem przez pusty korytarz. Oglądałem się na białe drzwi z numerkami. 232.. 234...236..238. Wzdrygnąłem się lekko. Podszedłem i zapukałem. Otworzyły się natychmiast. Stanęła w nich Lola w obcisłej, czarnej koszuli i zielonych rurkach. Wydawało mi się, że guziki z koszuli zaraz poodpadają z powodu jej wielkiego biustu.
- Franuś! - zapiszczała radośnie i wciągnęła mnie do środka.
*
Mieszkanie Lolo urządzone było bardzo nowocześnie. Miało jeden duży pokój z kuchnią, sypialnią i łazienką. W salonie stały dwie duże kanapy, plazmowy telewizor oraz wiele ozdób, które nadawały pomieszczeniu lekko kiczowaty wygląd. W pokoju mieściło się jeszcze wielkie okno z widokiem na miasto. Wiedziałem, że jest duże, ale nie przypuszczałem, że aż tak. Budynki wydawały się takie małe i odległe.. Chyba będę jej zazdrościł jej tego widoku. Usiadłem na miękkiej kanapie i czekałem aż Lola wróci z kartkami. Przyniosła je razem z butelką wina. Zajęła miejsce obok mnie. Podała mi kartki, a sama zaczęła otwierać butelkę.
- Napijesz się? - spytała, wlewając wino do jednego z kieliszków stojących na stole. Zmierzyłem ją wzrokiem. - Okej, jak nie, to nie. Świetny rocznik.
- Lola, przyszedłem nauczyć się na sprawdzian! - przerwałem jej. - Więc, dysocjacja jonowa polega na..
Kumała bardzo szybko. Wystarczyło kilka minut tłumaczenia i umiała. Zadania rozwiązywała nawet szybciej o de mnie. Czy ona tylko udaje taką głupią w szkole? Po godzinie była już gotowa na sprawdzian.
- To może teraz porobimy co innego? - przysunęła się niebezpiecznie blisko. Położyła ręce na moich udach i zbliżyła się tak, jakby chciała mnie pocałować.
- Yyy.. Lola.. co ty.. - przesunąłem się w bok unikając jej ust. - Lola !
- No weź się zabaw.. - wstała, przytrzymując mnie na miejscu. Usiadła na moich kolanach. Złapała mnie za głowę i pocałowała w usta. Byłem zbyt zszokowany, by w ogóle się poruszyć. Dziewczyna pogłębiła swój pocałunek. Co ja do cholery mam zrobić ?! Próbowałem ją zepchnąć. Przycisnęła się tylko mocniej. Włożyła rękę po moją koszulkę i zaczęła jeździć palcami do mojej skórze. Z ledwością podniosłem się z kanapy. Położyłem ręce na jej brzuchu próbując się uwolnić. Ale się przyssała! W końcu mi się udało. Złapałem mój telefon i ruszyłem biegiem w stronę drzwi. Wiedziałem, że jestem czerwony jak burak.
- Ja.. ja muszę.. iść.. Gee będzie.. czekał.. - powiedziałem. Wybiegłem z jej mieszkania tak szybko jak to było możliwe. Potknąłem się o czyjeś nogi. Mój przyjaciel siedział na podłodze.
- Hej kotku. - przywitał się i podszedł do mnie. Wtuliłem się w jego ramię i zacząłem płakać.
- Proszę... zawieź mnie do domu.. - wychlipałem. Wiedziałem, że moczę mu koszulę. Czule się na mnie spojrzał nie pytając o nic. Co .. co ja właściwie zrobiłem? Jak?! Czy ja.. Czyj ja.. go zdradziłem.. ?!

***
Wyszło troszkę dłuższe/krótsze ale trudno.
Dziadek power jeah XD
Kolejne.. jakoś za tydzień ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz