sobota, 9 kwietnia 2011

part one < 3

Więc to jest to co udało mi się nabazgrać w nocy =]
Z punku widzenia Frankaa < 3 (w sumie, zawsze będę pisać z jego punktu)

***
Słońce zmierzało ku płaskiej tafli oceanu. Rozkoszowałem się tym widokiem tak często, a jednak za każdym razem było w nim coś niezwykłego, innego.Nagle poczułem jego spokojny oddech na karku. Złapałem jego dłoń. Powoli poszedłem wraz z nim na koniec mola. Opierałem się o barierkę, a on zaczął głaskać moje plecy i ramiona.
- To takie piękne - szepnął mi do ucha.
Odwróciłem się w jego stronę i zatonąłem w jego miodowych oczach. Zawsze działały na mnie hipnotyzująco.
- Ta.- odparłem i splotłem nasze palce. Wolną ręką chwycił mnie za głowę i przyciągnął, powoli, aż nasze usta się złączyły. Wybuchła we mnie eksplozja emocji. Po chwili zdecydował się na odważniejszy krok. Zaczął całować mnie po całej twarzy, szyi i policzkach. Nie zostawałem mu dłużny. Po chwili nasze języki natknęły się na siebie i od razu połączyły się w całość. Zaczął lizać mnie po twarz, a ręką pociągnął wzdłuż moich pleców..
- Frankie, kochanie, obudź się!- usłyszałem kobiecy głos dochodzący z za ściany.
Pomacałem dłońmi moje łóżko. Moje małe łóżko. Ahh... Otworzyłem oczy i oto ujrzałem parę małych, czarnych ślepi gapiących się na mnie. Po chwili włochaty zwierz zaczął oblizywać moją twarz.
- Lulu! Won! - wrzasnąłem i strąciłem suczkę z mojej twarzy. Odskoczyła natychmiast, zrobiła obrażoną minę i merdając ogonkiem wyszła z mojego pokoju. Usiadłem na skraju łóżka.
- Wstałeś młody ? - w drzwiach pojawiła się ciemna postać mojego ojczyma.
- Wstałem stary. - odparłem, uśmiechnąłem się i podszedłem do szafy w poszukiwaniu czystych ubrań. Popędziłem do łazienki i szybko się ubrałem. Gdy wyszedłem, matka czekała na mnie ze śniadaniem. Od razu rzuciłem się na kanapkę z nutellą. Zawsze poprawiała mi humor. Cóż, dzień zapowiadał się ponuro.
Zaczynałem nową szkołę. W połowie drugiego semestru. Powód był prosty - przeprowadzka, spowodowana rozwodem rodziców, a właściwie szaleństwem mojego ojca. Gdy mama oświadczyła mu, że to koniec zniósł to nad wyraz spokojnie, jednak po miesiącu zaczął prześladować moją rodzicielkę.Groził, że jeśli do niego nie wróci zrobić coś złego. Bardzo złego. Dlatego kiedy ojczym otrzymał znaczną premię i możliwość pracy w innym mieście od razu się na to zdecydowaliśmy.
- Frank, czy to nie twój autobus? - zapytała mama wyrywając mnie z zamyślenia. Wyjrzałem przez okno i ...
- O kurwa ! - energicznie wstałem, przewracając krzesło, chwyciłem torbę i kurtkę i szybko wybiegłem z domu.
- STÓJ! STÓJ DO CHOLERY ! - krzyczałem, biegnąc za autobusem. Nagle autobus zatrzymał się a ja z rozpędu uderzyłem o tył samochodu i upadłem na ziemię. Szybko się podniosłem i wbiegłem do autobusu.
- Dż..dżem dobryy.. prze.. przepraszam za spóźnienie... - wydukałem, na co większość pasażerów zareagowało głośnym śmiechem. Nie ruszyło mnie to. W dawnej szkole też się ze mnie nabijali. Poszedłem szybko na koniec autobusu.
- Wolne? - zapytałem chłopaka, który siedział w ostatnim rzędzie. Zmierzył mnie wzrokiem, po czym się uśmiechnął i wyciągnął rękę.
- Jasne, siadaj. Ray jestem. - przywitał się.
- Frank. - odparłem i uścisnąłem jego dłoń. Usiadłem obok i dobrze mu się przyjrzałem. Miał na sobie dziurawe, niebieskie dżinsy i starą bluzkę AC/DC. Moją uwagę przykuły jego włosy. Miał niesamowicie duże, jasnobrązowe afro.
- Fajne włosy. - powiedziałem.
- Dzięki. - znowu się uśmiechnął - Nowy jesteś, co nie ?
- Taak.. -
- Nie przejmuj się nimi. W liceum Kennediego wyśmieją każdego, ko nie słucha pop-gówna. - mimo tego co powiedział, wciąż się uśmiechał.
- A.. ha.. - wypaliłem i zrobiłem wielkie oczy. Super, powtórka z rozrywki. Ray spojrzał na mnie i zachichotał.
- Śmieszy jesteś - odparł po chwili, bardziej do siebie niż do mnie. Oparłem się wtedy i o siedzenie i włożyłem płechy do uszu. Rozbrzmiały ostre dźwięki Metalliki i po chwili pogrążyłem się w transie. Wyobraziłem sobie siebie na scenie, grającego na gitarze.. mmm.. byłoby cudownie. Może mógłbym być gitarzystą, takim jak James Hedfield? Z rozmyśleń wyrwał mnie Ray, który potrząsał mnie za ramię. Wyciągnąłem w ucha słuchawkę.
- Budź się śpiąca królewno, jesteśmy na miejscu - powiedział.
Wstałem z miejsca, przepuściłem go i powoli podążyłem za nim. Kiedy wyszedłem z autobusu ujrzałem gigantyczny gmach szkoły. Sam budynek liczył trzy piętra i wyglądał tak, jakby mógł pomieścić kilka tysięcy ludzi. Obok znajdował się park, który był częścią szkoły. W oddali widniały jeszcze dwa budynki i boiska. Przed liceum zauważyłem kilka grupek uczniów - fanów mangi, sportowców z cheerliderkami, a nawet grupkę mimów.
- Robi wrażenie, co ? - zapytał Ray.
- Wow. - odparłem. Byłem w stanie powiedzieć tylko to. Moja dawna szkoła była niczym w porównaniu z tym gmaszyskiem.
- To na razie! Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy - krzyknął Ray, który był już na schodach.
- Zaczekaj ! Gdzie ma lekcje pan... - spojrzałem na swój nowy, kolorowy plan - Butter ?
- Drugie piętro, sala 59 ! - odkrzyknął i tyle go widziałem. Był miły. Może jednak znajdę tutaj przyjaciela ?
Powędrowałem do szkoły. O ile z zewnątrz robiła wrażenie, o tyle zszokowało mnie wnętrze. Urządzone było w mieszance różnych stylów. Po bokach widniały kolunienki, na szafkach narysowane były jakieś malunki z sufitu zwisały dziwne, eleganckie żyrandole.
Na korytarzu było jeszcze więcej ludzi niż przed budynkiem. Przeszedłem niepewnym krokiem koło wielu grup licealistów. Większość reagowała na mnie śmiechem. Zagapiłem się na chwilę i nagle poczułem silny ból skroni. Obróciłem się i ujrzałem trzech wysokich, umięśnionych gości. Jeden miał wystawioną rękę ściśniętą w pięść.
- Pedał! - krzyknął, na co jego kumple zarechotali złośliwie. Wylane. Byłem przyzwyczajony. Oddaliłem się od nich szybko, praktycznie biegnąc. Masowałem moje czoło, by złagodzić ból. Zajebiście zaczyna się ta szkoła. Kiedy dotarłem na trzecie piętro zauważyłem od razu klasę 59. Była przy schodach. Wszedłem do klasy razem z resztą uczniów i zająłem miejsce w ostatniej ławce. Nie chciałem zwracać na siebie uwagi.
- Dziś omówimy wojnę stuletnią. Najpierw jednak przywitajcie nowego ucznia, Franka Iero. - powiedział pan Butter i wskazał na mnie. Wszyscy obejrzeli się na mnie i rzucili krótkie "cześć" lub " siema". No. To zaczyna się katorga...
*
Pierwsze trzy lekcje minęły zadziwiająco krótko. Czekałem teraz na matematykę. Znalazłem w szkole jeden korytarz, który nie był zbytnio oblegany przez uczniów. Ledwo kilku na tak dużej przestrzeni. Mogłem tutaj spokojnie usiąść, pomyśleć..
Zacząłem zastanawiać się nad moim snem. Z jakiej racji przyśnił mi się... chłopak. Nie miałem nic do gejów, ale osobiście nim nie byłem. Wszystkie moje eks (dokładnie dwie) były dziewczynami. Co więcej, zdziwił mnie fakt, iż bardzo, ale to bardzo podobał mi się ten sen. Przymknąłem na chwilę oczy, gdy poczułem, że ktoś, lub coś, spadło na mnie z wielkim impetem.
- Kurwa, uważaj, jak ła..- otworzyłem oczy i ujrzałem go. Przed chwilą, wywalił się na mnie chłopak, który mi się przyśnił... Był cały ubrany na czarno, nie licząc czerwonego krawatu. Miał czarne włosy, podobnej długości do moich. Po podłodze obok nas leżały jego kartki zapełnione jakimiś obrazkami, słowami i nutami. Nagle zatrząsł się lekko.
- Przepraszam... - wciąż leżał na twarzy, jakby na coś czekał - No co, nie nawrzeszczysz na mnie? No dalej, wiem, że jesteś wkurzony..
- Za co mam na ciebie krzyczeć? - zapytałem. Wtedy na mnie spojrzał. Rozszerzyły mu się źrenice, przez co wyglądał jak mały kot.
- Aww.. - spojrzał na mnie i uśmiechnął się - też jesteś odludkiem ?
- Tak jakby tak..- odparłem.
- Czekaj... wydaje mi się, że cię gdzieś widziałem...
- Niemożliwe.. jestem tu nowy ii.. Nazywam się Frank, a ty ?
- Gerard. Naprawdę, czy ja cię nie znam ?
- Nie znasz mnie, ale możemy to zmienić - podniosłem się z podłogi i pomogłem mu wstać.
- Oczywiście, że możemy.- odparł i obdarzył mnie pięknym, szczęśliwym uśmiechem.

1 komentarz: