Zajebiście długo to pisałam...
No cóż, nie miałam weny...
P.S.: Opko jest w świecie idealnym (czyt. bez Jamii i Lyn-Z).
~~~~~~
(Frankie)
Od pewnego czasu byłem w "dołku".Sam nie wiedziałem czemu. Nic mi się nie układało i czułem się jakby życie na siłę chciało zrobić ze mnie jakieś "imoł".Nie poradziłbym sobie z tym sam. Nie dałbym rady, więc zrobiłem to, co zwykle w takich sytuacjach.Zadzwoniłem do Gee. On zawsze potrafił mi pomóc, pocieszyć i nie zadawał niepotrzebnych pytań. Wiedział, że nie lubiłem się nikomu "spowiadać", a jeśli będę miał potrzebę to mu powiem. Nigdy nie naciskał i nie próbował na siłę wyciągać ze mnie informacji.Uwielbiałem w nim to. By najlepszym przyjacielem jakiego można sobie wymarzyć.
-Emm... Gerry, mógłbyś przyjechać?- powiedziałem smutno do słuchawki.
-Oczywiście. Nie mam żadnych planów... Czy coś się stało?
Słyszałem w jego głosie troskę.
-Gee... Nie chcę mi się gadać...
-Okay, rozumiem. Zaraz będę. Pa
-Pa.
Właśnie o tym wspominałem wcześniej.Nie brnął w temat, jeśli nie było takiej konieczności. On po prostu to wyczuwał.
---
Po parunastu minutach usłyszałem dzwonek do drzwi.Wiedziałem, że to on.
-Wejdź, otwarte.
Po chwili wszedł do pokoju. Usiadł obok mnie na kanapie.
-Frankie, co jest?
-Gee... Ja po prostu mam takiego dołka i... i... no wiesz...-powiedziałem, a po moim policzku spłynęła łza, a później kolejna i kolejna.. Pytanie tylko: czemu? Ja już nie wytrzymałem... Objął mnie i pogłaskał po głowie.
-Cii... No przecież wszystko będzie dobrze.
Jego słowa i bliskość dodawały mi otuchy. Powoli zacząłem się uspokajać. Który to już raz on Ci pomagał? Nie umiałem sobie odpowiedzieć na to pytanie... Później długo rozmawialiśmy i oglądaliśmy horrory do późna. Miałem ich naprawdę dużą kolekcję.
---
- Niezłe... Dobre było to z tym psem.
-Emm... Ciekawa recenzja Paranormal Activity 2, Gerard.
Oboje się zaśmialiśmy. I pomyśleć tylko jak się czułem rano...
-Wiesz... Chyba muszę się już zbierać... Jest przed 2...
-Oszalałeś?!Nie będziesz nigdzie jeździł po nocy!Jeszcze coś by Ci się stało... Nawet nie chcę o tym myśleć! Prześpisz się w pokoju gościnnym, a jutro pojedziesz do siebie.Przecież już dużo razy u mnie nocowałeś... Pasuje Ci to?
-Pasuje, pasuje. Nie denerwuj się tak...
Puścił mi oczko i poszedł do pokoju.Zaśmiałem się i wyszedłem na taras, żeby trochę odetchnąć świeżym powietrzem.No była wyjątkowo ciepła.Spojrzałem w niebo i długo się w nie wpatrywałem.Uwielbiałem widok niezliczonej liczby gwiazd, migających na ciemnogranatowym tle.Nawet nie zauważyłem jak Gerard wślizgnął się na taras. Uświadomiłem sobie jego obecność dopiero gdy stanął obok mnie.
- Ty też?- zapytał.
- Hmm?
- Ty też tak się lubisz wgapiać w niebo?
- Można ta powiedzieć... Można sobie przy okazji wiele przemyśleć...
- Taa...
Między nami znów zapanowała cisza.Spojrzałem na niego.
Kosmyki jego czerwonych włosów opadały mu na czoło, usta miał lekko uchylone, a księżyc oświetlał jego drobną sylwetkę.
Wydał mi się taki... pociągający.Jezu! Frank, wyrzuć te myśli ze swojej głowy! Jesteście TYLKO przyjaciółmi. I nic więcej, na prawdę nic więcej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz