Tiaa.. tu też nie będzie JESZCZE jakiś SPECJALNYCH akcji.
No cóż, zaczynam się rozkręcać. Wiem, troszkę szybko to dodałam, ale no.. nie mogłam trzymać tylko dla siebie ;] Będzie przecież poniedziałek i trzy dni wolnego ... < 3
I tak, znowu jako Frank < 3
***
Jak się okazało, matematykę miałem razem z Gerardem. Ucieszyłem się z tego powodu. Czemu ? Nie wiem. Może dlatego, że był podobny do mnie. Też go wyzywali, popychali i wyśmiewali, ponieważ był... inny. Słuchał rocka, punku i metalu. Nie jarał się jakimiś badziewiami. Jednak... to on mi się śnił od kilku dni.
- Śpisz ? - szepnął Gerard, który siedział ze mną w ławce.
- Tak. Nie. Sam nie wiem - odparłem.
- Źle się czujesz ?
- Trochę.
- Prze paaani! - krzyknął Gerard i podniósł rękę. - Frank się źle czuje, chyba musi wyjść.
- Zamknij się! - szepnąłem do niego ale nie słuchał.
- Ohh.. na prawdę ci nie dobrze, Frank ? - podeszła do mnie nauczycielka. Była wysoka i koścista, a jej oczy wydawały się sięgać do umysłu.
- N-Nie jest źle..- powiedziałem, ale Gerard mi przerwał
- Tu jest strasznie duszno, chyba Frank musi się przewietrzyć, pójdę z nim na powietrze, dobrze? - mówiąc to wstał, pociągnął mnie za ramię i poprowadził ku drzwiom.
- Skoro to konieczne... - usłyszeliśmy panią Dottę i już nie było nas w klasie.
- Idioto! Mi wcale nie jest nie dobrze! - warknąłem na niego. Oparł się o ścianę i zaczął się śmiać. - Zajebiście.
- W końcu się udało ! - krzyknął i spojrzał na mnie. - Nawet nie wiesz, jak nienawidzę matmy. I tu bum! Mogę na niej nie być!
- Czyli.. ty chciałeś się zerwać z matmy, tak ?- zapytałem, choć odpowieć była oczywista.
- Taaa.. - odparł - No to, skoro się tak źleee czujesz - spojrzał na mnie z rozbawieniem - to może oprowadzę cię po szkole ? - uśmiechnął się jak małe dziecko proszące o lizaka. Wyszczerzyłem się a on wziął mnie po pachę. Zrobiło mi się gorąco. Frank, debilu, opanuj się. Wyszliśmy ze szkoły i udaliśmy się do parku. Gerard usiadł na oparciu ławki.
- Siadaj - powiedział. usiadłem obok niego, zachowując odległość. No co, żeby sobie nic nie pomyślał. - I jak ci się tu podoba ?
- Szczerze ? Nie wiem. Szkoła tylko fajnie wygląda. - odparłem.
- Ale... ja pytam o miasto.- zaśmiał się.
- No tak, idiota ze mnie - też zacząłem się śmiać - niee.. nie miałem czasu na zwiedzanie - wykrztusiłem, śmiejąc się sam z siebie.
- To co powiesz, na zwiedzanie z prrywatnym przewodnikiem ? - powiedział, spojrzał się na mnie i zabawnie poruszył brwiami. Znowu zacząłem się śmiać. Nigdy wcześniej się tyle nie śmiałem, szczególnie przy nowo poznanej osobie.
- Powiem, że chętnie, ale mam jeszcze cztery lekcje.. - powiedziałem czerwieniąc się lekko.
- Ohh, to nie problem skoro tak źźźle się czujesz -rzekł Gerard i zeskoczył z ławki. Poszedłem w jego ślady. Kierowaliśmy się ku szkole.
- Pamiętaj, źle się czujesz, wyglądaj blado i tylko potakuj. Resztę zostaw specjaliście - uśmiechnął się i złapał mnie za ramię.
Kiedy doszliśmy do klasy Gerard otworzył energicznie drzwi. Wszyscy się na nas spojrzeli. Chciałem uciekać, jednak trzymał mocno moje ramię.
- Prze pani, z Frankiem jest chyba gorzej, no sama pani spojrzy! - nauczycielka ruszyła w naszą stronę, jednak Gerard zagrodził jej przejście.
- On chyba ma gorączkę - przyłożył mi rękę do czoła a następnie do swojego. - Odwiozę go do domu, prze pani, niech się pani nie martwi - powiedział, po czym ruszył do naszej ławki i zaczął pakować rzeczy do plecaków.
- Frank ?- zapytała pani.
- Ta - przytaknąłem.
- Źle się czujesz?
- Ta
- Odwieźć cię do domu ?
- Nie, Gerard mnie odwiezie - powiedziałem i spojrzałem na Gerarda. Zrobił cholernie słodką i cholernie dumną miną. - Niech się pani nie martwi.
- Cóż...
- To do widzenia! - krzyknął mój kolega i wyciągnął mnie z klasy. Zatrzasnął drzwi i krzyknął - Yeeeah ! Yeah, baby, yeah !- i puścił do mnie oczko.
-Załatwiłeś ją na glanc - zaśmiałem się. Kiedy dotarliśmy na szkolny parking zapytałem go - to które auto jest twoje ?
- To - powiedział i wskazał na czarnego Bentley'a.
- Wua! - krzyknąłem z podziwem. Sam od zawsze marzyłem o motocyklu, jednak matka zawsze zabraniała mi nawet na nich jeździć jako pasażer.
- To co ? Kierunek-Centrum ? -zapytał. Tylko się uśmiechnąłem i już siedziałem za nim na motorze. - Złap się mocno - powiedział i włączył silnik. Poczułem, że się rumienię. Znowu. Przycisnąłem się mocno do niego. Wtuliłem policzek w jego plecy i zacząłem wąchać jego skórzaną kurtkę.
- No to wio ! - krzyknął Gerard. I ruszyliśmy. Wyjechaliśmy z terenu szkoły i wtedy dopiero była jazda. Zjechaliśmy na pobliską autostradę. Wiatr zaczął targać moje włosy. Zacząłem krzyczeć z radości. Po chwili dołączył do mnie Gerard. Zachowywaliśmy się jak dwaj napici idioci. Jechaliśmy grubo ponad 100 na godzinę. Nie wiem, ile czasu zajęło nam dotarcie do centrum. Dla mnie mogłoby to trwać wieczność. Zaparkowaliśmy koło jakiejś kawiarenki.
- I co? Podobało się ? - wstał z motoru i podał mi rękę.
- Zajebiście.. - powiedziałem. Zszedłem z motora i zachwiałem się. Na szczęście Gerard mnie złapał.
- Uważaj mały - uśmiechnął się do mnie. - To co robimy najpierw ?
*
TO był z pewnością najcudowniejszy dzień w moim życiu. Nie wiem co było najlepsze. Czy to jak ukradliśmy żelki ze sklepu.. Czy to jak goniły nas pały.. Czy to jak Gerard powiedział, że jestem zajebisty. Mógłbym przeżywać taki dzień codziennie. Zaczynam jednak martwić się o siebie. Czy ja, zupełny hetero, zaczynam bujać się w mężczyźnie ? W dodatku takim, którego dopiero co poznałem ?! Nagle coś zawibrowało w mojej kieszeni. SMS od Gerarda - " Śpisz ? " - nie no co za idiota. " Tak " odpisałem mu i poszedłem się umyć. Po piętnastu minutach wróciłem do łóżka. Spojrzałem na telefon. Nowa wiadomość. Gerard : " To nie przeszkadzam :] ". Zaśmiałem się cicho i puściłem muzykę. Ballady Metalliki ogarnęły mój pokój. Po chwili pogrążyłem się we śnie. Znów mi się przyśnił...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz